Musimy Wam się do czegoś przyznać…

Wszystko zaczęło się nie tak dawno temu. To znaczy – dziś wydaje mi się, że to było wieki temu. Całe lata świetlne temu. Nie wiem, czy to bardziej efekt powagi zaistniałej sytuacji, czy tego, że od trzech tygodni nie ruszam się poza własne cztery ściany. Same wspomnienia pobytu na uczelni wydają mi się szalenie odległe. Demony naszej BISowej przeszłości nie dają jednak o sobie zapomnieć. Obecne załamanie czasoprzestrzeni nie ma tu jednak nic do rzeczy. Sedno problemu leży dużo głębiej.

NATALIA NITARSKA

 

Tak naprawdę wszystko zaczęło się w wakacje. Kiedy reszta studentów bawiła się w najlepsze, ostatni aktywny bastion Centrum Mediów rozpoczynał pracę nad nową formą magazynu – kwartalnikiem, który mogliście zobaczyć w październiku. Jak przystało na poważną redakcję, dyskusję rozpoczęliśmy od wyglądu okładki. Chcieliśmy koncepcję omówić z KSAFem, ale wszyscy byli zbyt zajęci piciem #kawkidnia. Swoją drogą nie rozumiem dlaczego tak negatywnie zareagowali na pomysł przerobienia ich studia na ogród, skoro tak lubią tą swoją kawkę. A w ogrodzie każda kawa smakuje lepiej.

 

Zdani na siebie zaczęliśmy szukać inspiracji. Pinterest, Behance, Dribbble – spytajcie lepiej, gdzie nas NIE było. Wniosek był jeden – musimy zmienić logo. To było to. Zaczęliśmy drążyć temat. Przedyskutowaliśmy dokładnie krój pisma, kolory i kształty. Byliśmy jednogłośni – “Napis zostawić, dymki wyrzucić!” – krzyczeliśmy. Wszyscy byliśmy przekonani, że to właśnie ta zmiana rozwiąże wszystkie nasze problemy (a może nawet umyje za nas naczynia, nieustannie zalegające w zlewie). Chwyciliśmy się radośnie za ręce i zatańczyliśmy taniec zwycięstwa wokół wieży z pudełek po pizzy Juwenaliowej, które znaleźliśmy w magazynie. Planowaliśmy zbudować wieżę z rolek papieru toaletowego, ale surowiec okazał się w naszych murach dużo bardziej deficytowy niż owe pudełka. Entuzjazm jednak nie mógł potrwać długo.

 

Jakiś głos w naszych głowach, jakaś nadprzyrodzona siła rozkazała nam przemyśleć nowo podjętą decyzję. Dlaczego właściwie potraktowaliśmy dymki tak surowo? Przecież tak wiele z nami przeszły, tyle okładek zdobiły. Może wyrzucanie ich do kosza byłoby ich względem zwyczajnie nieuprzejme? Ja w sumie nawet lubiłam te dymki. Zwłaszcza ten czerowny. Przypominał truskawkę, a ja bardzo lubię truskawki. Podzieliłam się tą myślą z resztą. Od razu znalazłam innych zwolenników czerwonego dymka. Oni też uważali, że jakoś przyjemnie dopełnia kompozycję. Z drugiego końca sali dało się jednak usłyszeć cichy, choć stanowczy głos naszego Redaktora Naczelnego – “Ja tam lubię zielony, i co teraz?”. Zapadła cisza. Kontynuował – “Zielony to kozacki kolor, dużo lepszy niż ten wasz czerwony. Ja bym zostawił zielony”. Po chwili okazało się jednak, że zielony dymek też znalazł swoich wielbicieli. Nagle cała nasza redakcja podzieliła się na dwa obozy – jeden zielony, drugi czerwony. Tej czarnej plamy po środku nigdy nikt nie lubił.

 

Historia kończy się dziś. Minęło kilka miesięcy. Czasy się zmieniły. Sytuacja na świecie uległa zmianie. Konflikt trwał jednak dalej i zbierał swoje żniwo w postaci ciagłych e-kłótni na Teamsach. Po wielu badaniach fokusowych przeprowadzonych w redakcji doszliśmy do wniosku, że to nie dymki są problemem. To tej czarnej plamy po środku nikt nie lubił. Rozwiązanie pojawiło się samo – zostawmy dymki, plamę wyrzućmy. Pojawiło się wiele projektów nowego rozwiązania. Jedne lepsze, drugie gorsze. Dziś prezentujemy wam jednak nowe, piękne logo BISu. Ma wszystko, czego pragnęliśmy. Jest zielony dymek, jest czerwony dymek i przede wszystkim stuprocentowa gwarancja bezpieczeństwa! #stayvirusfree

Post Author: Natalia Nitarska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *