Nauczanie w czasach zarazy

Sytuacja na świecie zmusza nas do tego, by z dnia na dzień całe swoje życie zamknąć w czterech ścianach. Dla systemu edukacji oznacza to, że z dnia na dzień z klasy, papierowych kserówek i tablicy musieliśmy przenieść nauczanie do internetu. Nauczyciele, uczniowie i rodzice stanęli przed ogromnym wyzwaniem, bo e-learning to sfera od dawna zaniedbywana, pomijana i przekładana “na później”. A to “później” przyszło właśnie dziś. O edukacji w czasie pandemii rozmawiałam z Agnieszką Bilską – założycielką młodzieżowego klubu miłośników programowania Coder Dojo Gliwice, członkinią nieformalnej grupy innowacyjnych nauczycieli Superbelfrzy RP i z pewnością jednym z najbardziej inspirujących dydaktyków, od których miałam przyjemność się uczyć.

NATALIA NITARSKA

 

Z jakich platform (oprócz e-dziennika) korzystają nauczyciele w celu realizacji e-learningu?

To głównie Microsoft 365 czy GSuite (oraz Google Classroom) – te dwie platformy nie tylko dbają o bezpieczeństwo danych użytkowników, ale przede wszystkim spełnieniają wymagania zgodności i bezpieczeństwa Ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO) obowiązującego w Unii Europejskiej.

 

Czy nauczyciele mają narzuconą jakąś platformę albo są przeszkoleni z zakresu korzystania którejkolwiek z nich?

Na ten moment jest to wolna amerykanka. Nie ma obowiązku korzystania z żadnej platformy e-learningowej, a większość nauczycieli nie jest technologicznie przygotowana do obsługi takich skomplikowanych narzędzi. Wielu na co dzień ma problem z obsługą zwykłych maili czy e-dziennika – korzystają tylko z ich podstawowych i koniecznych funkcjonalności, jak wpisywanie ocen. Gdyby nie było przymusu, to pewnie by nawet z tego nie korzystali. 

 

Czy w jakikolwiek sposób kontrolowana jest ilość treści, które uczniowie dostają do przepracowania? Jak to się ma do czasu, który normalnie spędziliby na lekcji?

Bardziej świadomi dyrektorzy zakładają arkusz, w którym nauczyciele piszą ile czego uczniom zadają, co im jest zadawane, żeby było można kontrolować obłożenie pracą Wiem, że robią tak szkoły prywatne. Nie wiem, jak to wygląda w państwowych. Bez takiego monitorowania ilości zadawanych prac, w rezultacie uczniowie mają znacznie więcej zadań, niż jakby normalnie chodzili do szkoły, a w dodatku muszą nowy materiał przerabiać sami. To jest bardzo duży problem. Nie jesteśmy absolutnie gotowi na zdalną organizację pracy, to jest rzucenie na głęboką wodę nauczycieli, uczniów i rodziców!

 

Czy uczniowie otrzymują jakąkolwiek informację, że w razie potrzeby mogą się skontaktować z nauczycielem?

Mój syn dostał tabelkę z danymi nauczycieli, ich kanały komunikacji (niektórzy nauczyciele korzystają nawet z discordu!) oraz godziny ich konsultacji. To jednak absolutne nie działa, który uczeń zadzwoni do nauczyciela z prośbą “Prosze pani, nie rozumiem tego, czy może mi pani wytłumaczyć?”, zamiast po prostu sobie to wygooglować? U nas po prostu nie ma jeszcze takiej kultury uczenia się.

Przy okazji rodzi się nowy rynek, a raczej to istniejący po prostu ewoluuje, na którym nauczyciele wrzucają faktycznie na YouTube jakieś materiały w formie wykładów i wysyłają je uczniom. Wiadomo, że jakość tych filmów jest różna.

 

Jakiego rodzaju treści umieszcza się w cyklu e-learningowym?

Przeważa wysyłanie materiałów do samodzielnej pracy, robienie zdjęć, przesyłanie skanów, plików, nauczyciele udostępniają jakieś publikacje, które mają pozyskane wcześniej od wydawnictwa. Czasami pojawiają się też filmiki na YouTubie. W kwestii materiałów wideo – Ministerstwo podjęło  się do zbierania sensownych materiałów, weryfikacji tych dobrych i odsiewania tych złych (https://www.gov.pl/web/zdalnelekcje). Bardziej świadomi nauczyciele wykorzystują Teamsy, discorda, zdzwaniają się z uczniami – zamiast lekcji przedmiotowej prowadzą godzinę wychowawczą. Zdają sobie sprawę z tego, że dzieciaki czują się w tej sytuacji niepewnie. Najbardziej liczy się dla nich miły charakter tych lekcji. Zdają sobie też sprawę z tego, że dużo ważniejsze teraz jest poczucie wspólnoty i budowanie jakiejś społeczności. Tworzą przestrzeń w sieci, w której mogą sobie z dziećmi pogadać. Wrzucają rzeczy powtórkowe, gry itd. Coś, co powoduje, że dzieciaki czują, że są razem. Rozwiązania w stylu “Zapraszam na konsultacje od 7 do 10” nie mają racji bytu.

 

Czego w takim razie najbardziej teraz nauczycielom potrzeba? 

To, czego teraz nauczycielom najbardziej potrzeba, to narzędzie do streamowania lekcji (video/live), w którym jest funkcjonalność pisania na ekranie tak jak na tablicy.

To jest rozwiązanie doraźne. Najlepiej, żeby nie wymagało logowania, żeby uczniowie nigdzie nie zostawiali danych. Na dłuższą metę to narzedzie takie jak spiral https://spiral.ac/ i to https://youtu.be/V8_fXyhQVWM, żeby nauczyciel miał możliwość zbierać prace od uczniów. Jeśli chodzi o narzędzie, które zastępuje tablicę, na której nauczyciel pisze i uczeń może pisać, to dużą popularnością cieszy się ta appka –https://bitpaper.io/. Żeby uczniowie mogli się nagrywać, a nauczyciele mogli ich oceniać, używa się aplikacji Flipgrid – jest świetna (https://info.flipgrid.com/).

 

Mam wrażenie, że istnieje naprawdę sporo narzędzi, które mogłyby być skutecznie wykorzystywane przez nauczycieli w tym czasie. Główny problem stanowi raczej ich brak obeznania z technologią i tymi właśnie narzędziami. Skoro problemem zatem jest bariera między nauczycielami a technologią, to w jaki sposób jakiekolwiek rozwiązanie technologiczne mogłoby być w stanie na ten moment, czyli w specyficznych warunkach, rozwiązać ten problem?

Myślę, że najważniejszy jest spokój i cierpliwość we wchodzeniu w świat ucznia online. Nie chodzi o to, żeby się uczyć jakiś wyszukanych platform, a raczej o to, żeby znaleźć coś prostego, co zaspokoi podstawowe potrzeby uczniów i nauczycieli. Czyli narzędzie do komunikacji w czasie rzeczywistym, z którego z łatwością mogą zacząć korzystać nauczyciele, żeby się spotykać z innymi nauczycielami, zamiast rad pedagogicznych czy szkoleń. Gdy sami na sobie doświadczą na czym polega zbiorowa komunikacja zdalna, jak prowadzić spotkanie, gdy wszyscy uczestnicy są w różnych miejscach, to będzie im łatwiej samym prowadzić spotkania dla uczniów. To co jest najważniejsze, to żeby nie próbować przenieść tradycyjnej lekcji w klasie jeden do jeden do internetu. To się nie sprawdzi. Dlatego tak ważne, żeby dać sobie i uczniom czas na wypracowanie metod, które działają. 

 

Czy uważa Pani, że rozwiązania stosowane teraz jako konieczność mogą zostać z nauczycielami na dłużej i odnieść sukces również wtedy, kiedy uczniowie wrócą do szkół?

Mam nadzieję, że się tak stanie. Może nie wszyscy, ale wielu nauczycieli polubi uczenie online i będzie z niego korzystać, kiedy już wrócą do szkoły.

Post Author: Natalia Nitarska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.