Gonciarz jak zwykle z RiGCZem

Ucieszyłam się zatem niezmiernie, gdy poproszono mnie o napisanie recenzji RiGCZu, czyli wydanej w formie książki rozmowy Gonciarza z dziennikarzem Bartkiem Przybyszewskim. Mimo natłoku przedświątecznych obowiązków, każdą wolną chwilę z ochotą poświęcałam na czytanie RiGCZu.

JULIA KOZIOLEK

 

Postać Krzysztofa Gonciarza jest mi znana od wielu lat – śledzę jego twórczość odkąd zaczęłam gimnazjum, czyli mniej więcej od 2011 roku.  Doskonale pamiętam pierwszy odcinek Zapytaj Beczkę i rozmazaną figurę prowadzącego, jego niezręczne komentarze i mało profesjonalne tło. Oglądałam produkcje z kanału TVGry, między innymi toporne parodie Trudnych Spraw, które wydawały się wówczas szczytem poczucia humoru.

 

Publikacja wydana jest zdecydowanie niestandardowo. Design jest skrajnie minimalistyczny. Białą okładkę zdobi jedynie wytłoczona na niej emotikona lenny face – grafika ta znajduje się również na grzbiecie książki i zalewa wewnętrzną stronę oprawy. Na  otwierających kartach, poza wyżej wspomnianym obrazkiem, wydrukowany jest jedynie tytuł książki, nazwiska współautorów oraz nazwa wydawcy. Próżno szukać noty recenzenckiej, streszczenia czy dodatkowych ilustracji.  Nietypowy jest też spis treści – składa się wyłącznie z różnych wersji lenny face’a, tytuły rozdziałów umieszczone zostały zaś na erracie dołączonej do wydania – trudno powiedzieć, czy faktycznie mamy do czynienia z błędem w druku, czy raczej ze specyficznym żartem. Sam dodatek wygląda nietypowo – to niewielki i holograficznie połyskujący kartonik. Muszę przyznać, że projekt książki można określić mianem intrygującego – miałam w życiu w rękach setki, jeśli nie tysiące książek i nie przypominam sobie żadnej, która by była podobna do RiGCZu. Taka forma ma jednak swoje wady – bardzo łatwo jest książkę zabrudzić. Ze swoim egzemplarzem obchodziłam się jak z jajkiem, a mimo tego nie uniknął zbrukania.

 

Nadal jestem pod wrażeniem tytułu, jaki został nadanym temu wywiadowi-rzece. Opatrzenie książki tytułem, którego słowa pochodzą z chyba najpopularniejszej (i w niektórych środowiskach kontrowersyjnej) copypasty, to niezwykle błyskotliwy zabieg. Tak samo odbieram wykorzystanie lenny face’a – przy tworzeniu publikacji zdecydowanie królowała zasada „kto ma wiedzieć, ten wie”.

Podczas czytania często wstawiałam zdjęcie książki na swojego instagrama, bo przez trzy dni towarzyszyła mi niemal bezustannie. Często dostawałam wówczas prywatne wiadomości, których brzmienie mogę sprowadzić do krótkiego  „e, o czym właściwie jest ta książka?” i… nie wiedziałam, jak odpowiedzieć, bo książka Gonciarza jest właściwie o wszystkim po trochu. Nie jest to wyłącznie zbiór autobiograficznych anegdot i zdecydowanie nie można opisać jej słowami „kompendium wiedzy o Internecie” albo „gorzka refleksja dotycząca nieustannie zmieniającego się świata”, czy „filozoficzne studium przypadku”. 

 

Rejs strumieniami świadomości Gonciarza i Przybyszewskiego rozpoczyna się od portu Kiedyś to było. Pierwsze rozdziały mogą być nostalgiczne dla starszych czytelników – znajdziemy w nich przemyślenia na temat wizerunku „komputerowca” w latach 90. i zmiany znaczenia tego pojęcia przez kolejne dekady. Kolejne rozdziały opisują między innymi fenomen YouTube jako platformy, przedstawiają różnorodność twórców polskiego YT – od pranksterów, przez gamerów, po Grupę Filmową Darwin. Gonciarz mówi również o tym, jak wyglądała ścieżka jego kariery, o czynnikach, które sprawiły, że przeprowadził się do Japonii,  opowiada o trudnościach i korzyściach wynikających z prowadzenia działalności w tym kraju. Nie boi się wspominać o tym, ile zarabia a także o tym, ile inwestuje – padają nawet konkretne kwoty. Opowiada o technicznych aspektach prowadzenia kanału vlogowego i o tym, jak tworzenie filmów podróżniczych i lifestyle’owych różni się od kreacji treści komediowych. I to są tematy, które spodziewałam się w niniejszej publikacji znaleźć – ale między sferą contentowo-komercyjno-techniczną, rozmówcy wchodzą w rejony, w które rzadko zapuszczają się YouTouberzy w swoich książkach. Poruszony jest między innymi temat traktowania twórców-kobiet na popularnych platformach internetowych i tego, jak ich odbiór różni się od obioru twórców-mężczyzn. Pojawia się kwestia  sygnalizowania gorszego samopoczucia swoim odbiorcom i tego, dlaczego influencerzy niemal nigdy tego nie robią. Rozmowa dotyka też przymusu bycia produktywnym i tzw. „hustle porn”, czyli gloryfikacji niesamowicie długich godzin pracy. Oczywiście Gonciarz opowiada również o Japonii – nie jest to jednak powierzchowne muśnięcie, a próba opisu specyficznej struktury społecznej, która panuje w tym kraju. Bardzo poruszył mnie fragment o życiu i codzienności modelek, z którymi często współpracuje twórca ­­– i która nie do końca wygląda tak, jak możemy to sobie wyobrażać.

Książka nie jest oczywiście wolna od wad – w toku rozmowy rodzi się wiele intrygujących tematów, które często zostają przez Przybyszewskiego ucinane, chociaż rozwinięte mogłyby być interesujące dla czytelników. W niektórych momentach wywiad może być dla niektórych nużący, bo z rzadka wypowiedzi w nieco zmienionej formie powtarzają się. Wrażliwszych na poprawność językową odbiorców mogą zrazić widoczne błędy w korekcie tekstu oraz mnogość anglicyzmów – moim zdaniem zupełnie czasami niepotrzebnych. Najbardziej kuriozalne przykłady to „akwardne” zamiast „niezręczne” albo „networking” w kontekście budowania więzi z innym człowiekiem.

 

Rozum i Godność Człowieka to publikacja z pewnością bardzo nietypowa jak na dzieło współtworzone przez postać związaną ze środowiskiem youtube’owym –  począwszy od nietuzinkowego sposobu wydania, a skończywszy na treści. Czytelnik znajdzie tam nie tylko przydatne informacje dotyczące tworzenia treści internetowych czy rozwoju firmy w obcym kraju, ale przeczyta tam też o presji społecznej, kulcie deadline’ów, terrorze użyteczności i produktywności oraz problemach, jakie spotykają normalnego, zwykłego człowieka uwikłanego w wielką i czasami przerażającą machinę social mediów.  

Mimo ­–  i tu cytuję Gonciarza! – „lekkiej nuty snobizmu” widać, że youtuber z pokorą odnosi się zarówno do swoich sukcesów, jak i do porażek. O żadnym z tych aspektów nie wstydzi się z Przybyszewskim rozmawiać.

Post Author: BIS AGH

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.