Jak stać się chodzącym dziełem sztuki? Wywiad z Czarnym Zakładem

Skóra staje się płótnem, a człowiek żywym obrazem. Dzieje się to za sprawą niesamowitego duetu, w którego skład wchodzi Małgorzata Wielek – M oraz Przemysław Wideł. Od roku czasu możemy śledzić ich poczynania podczas różnych wydarzeń artystycznych, gdzie tatuują chętnych śmiałków. Takich jak ja.

NATALIA CZACHOR

 

Podczas festiwalu Synestezje postanowiłam, że i ja chciałabym wcielić się w rolę Pacjenta Czarnego Zakładu. Skontaktowałam się z Przemkiem i w ten sposób, trzy dni przed wydarzeniem, dostałam plik z kilkudziesięcioma wolnymi rysunkami. Ich oryginalny styl bardzo mi się spodobał, stąd też miałam ogromny problem z dokonaniem wyboru. Pomimo że finalnie zdecydowałam się na jeden ze wzorów (rysunków), na kilka minut przed tatuowaniem zauważyłam na ścianie rysunek, który naprawdę mnie zafascynował. Dawno nie miałam tak dużego dylematu, jak w tamtej chwili. Czy pójść za głosem rozsądku i nie zmieniać planów, czy spontanicznie wybrać coś zupełnie innego? Wygrała, ku niespodziance dla mnie, opcja numer jeden. Choć grafikę (rysunek) ze ściany zarezerwowałam na przyszłość… 

 

Małe studio tatuażu znajdowało się w kącie klubu Studio na Miasteczku Studenckim, a tatuowanie, jak to powiedziała Małgorzata, odbywało się „w pseudo sterylnych warunkach”. Oczywiście wszystko było oklejone folią, jak należy, ale czarny humor jest ewidentnym stałym elementem tego Zakładu. Był to ostatni dzień festiwalu, a także i najbardziej zatłoczony. Koncert zespołu Kult ściągnął tłum ludzi. Było ich dużo do tego stopnia, że nie mieścili się w sali, gdzie znajdowała się scena. Zauważyłam, że zainteresowanie Czarnym Zakładem było naprawdę ogromne. Co chwilę podchodził ktoś z pytaniem „Co tutaj się dzieje?”, niekiedy i ledwo trzymając się na nogach. Duża część z tych osób bardzo chętnie siadłaby w tamtej chwili na fotel, wybrała wzór (rysunek) i poddała się tatuowaniu, dlatego byli też i tacy kilka godzin wcześniej. Czy takie pytania mogły kogokolwiek dziwić? Bo jak często widzicie mężczyznę z maszynką do tatuażu podczas koncertu Kultu? W ogóle podczas koncertu. 

 

Kazik śpiewał ostatnią piosenkę, a ja się zastanawiałam, czy to właściwie najlepszy czas na robienie tatuażu. Ogrom ludzi przechodzących obok do szatni i ciągle spoglądających trochę mnie stresował. Był także dość krępujący, ale taki jest zamysł całego projektu- żeby robić to publicznie i żeby przełamywać swoje bariery. Gdy nadeszła moja kolej wszystko się powoli kończyło, a w klubie zostali tylko organizatorzy i ekipa techniczna. Przemek miał przed sobą szóstą godzinę ciągłego tatuowania, a rysunek, który wybrałam, składał się z 254 małych kreseczek (tak, naprawdę to policzyłam). Nie pamiętam, ile dokładnie trwał ten proces, ponieważ niemal sama zasnęłam na fotelu, z wyciągniętą na stole z Ikei nogą, ale było to o wiele krócej, niż się spodziewałam. Teraz mogę się pochwalić, że mój tatuaż został zrobiony na przełomie dwóch dni: 24 i 25 listopada 2019 roku. Przemku, bardzo Ci za to dziękuję.

 

Całe doświadczenie było niesamowite. Nigdzie indziej nie spotkacie takiego klimatu, jak u Czarnego Zakładu. Jest to projekt nie do podrobienia, biorąc pod uwagę rysunki, miejsca robienia tatuażu, czy osobowości pomysłodawców. Komercyjne tatuowanie wypada bardzo kiepsko przy takiej koncepcji i mam nadzieję, że wielu z Was zdecyduje się na tego typu praktykę. Gwarantuję wam wspomnienia, które zapamiętacie do końca życia. 

 

Trzy dni wcześniej, podczas pierwszego dnia festiwalu, miałam okazję porozmawiać z tym niezwykle inspirującym duetem, który tworzy tak wyjątkowe rzeczy. Efektem jest krótki wywiad, z którego możecie dowiedzieć się więcej o Czarnym Zakładzie. Oryginalna wersja znajduje się na naszym Spotify. 

 

 

Natalia Czachor (NC): Skąd wziął się pomysł na Czarny Zakład? 

Przemysław Wideł (PW): Małgosia wpadła na pomysł przeniesienia jednego ze swoich rysunków na skórę, dlatego spotkaliśmy się w Czarnym Domu i wspólnie stwierdziliśmy, że w ten sposób możemy słać nasze rysunki w świat. Tatuować je na ludziach, którzy są nimi zainteresowani. I tak się toczy to już od roku. 

 

NC: Pragniecie wynieść rzemiosło tatuażu do rangi sztuki. Myślicie, że tatuaż jest dyskryminowany wsród innych dziedzin artystycznych? 

Małgorzata Wielek – M (MW): Bardzo ciekawe pytanie, ponieważ my tak naprawdę pragniemy udowodnić wszystkim, że tatuowanie to w ogóle nie jest rzemiosło. Nie wystarczą do tego same umiejętności, czy prawidłowe trzymanie maszynki. Za tym musi pójść coś więcej, jakaś idea. Nie może to być zwykła dekoracja powielana w nieskończoność. To musi mieć jakiś sens, przesłanie i ściśle wiązać się z odbiorcą. 

PW: Tatuaż, jako jedno z ostatnich działań wizualnych, nie został do tej pory oswojony przez świat sztuki i świat akademicki. O ilustracji, graffiti, muralu, czy komiksie bez kłopotu można dzisiaj mówić w randzie działania artystycznego. Studia tatuażu są wciąż taką niezbadaną „wyspą”, która trzyma się poza oficjalnym obiegiem sztuki. Ten obszar nadal nie został zbadany przez historyków jako popularne zjawisko. Wydaje mi się i chyba Małgosiu zgodzisz się ze mną, że ten temat zostawia ogromne pole do eksperymentów i innowacyjności. 

MW: Tak, dokładnie. Naszą ideą jest również to, żeby artyści intensywnie włączali się w ten temat i podejmowali tego typu działalność. Poza tym chcieliśmy sięgnąć do takiego bardzo pierwotnego punktu widzenia, skąd właściwie wzięła się chęć tatuowania. Współpracujemy dlatego też z ludźmi, którzy zajmują się tym tematem na gruncie teoretycznym i go badają.

 

NC: Czym różni się tatuowanie w Czarnym Zakładzie, od tatuowania w zwykłym studiu? 

PW: Po pierwsze dajemy zupełną gwarancję, że każdy z rysunków skórnych, który zostaje wykonany w Czarnym Zakładzie, zostaje wykonany tylko raz. Myślę, że również innowacyjne jest podejście do wzorów i projektów, które wyciągamy prosto ze szkicowników. Początkowo były to szkicowniki Małgosi, ale pewnie i ja spróbuję włączyć do tego działania jakąś moją estetykę. 

Żaden ze wzorów nie powstał na kartce papieru z myślą o tatuażu. Bardziej kierujemy się szukaniem żywego płótna. Obserwujemy, jak funkcjonuje sobie taki rysunek, gdy zaczyna się poruszać w przestrzeni i gdy można go zobaczyć na ulicy. Myślę, że to jest taka podstawowa różnica pomiędzy Czarnym Zakładem, a komercyjnym tatuowaniem w studiu. 

MW: Nasi odbiorcy bardzo osobiście podchodzą do wybierania rysunku. Na swój sposób go interpretują oraz dopowiadają do nich jakieś osobiste historie. To niesamowicie fascynujące dla nas, jako artystów. 

 

NC: Założeniem Czarnego Zakładu są publiczne performacne, podczas gdy tatuaż jest nanoszony na skórę. W jakim stopniu, waszym zdaniem, tatuaż jest w tym przypadku rzeczą prywatną, a w jakim publiczną?

MW: Nie mamy swojego stałego miejsca i nie alienujemy się gdzieś tam w jakimś studiu, ponieważ chcemy mieć wszechstronne pole działania. Robiliśmy tatuaże na Synestezjach, w Kazimierzu, teraz mamy zaproszenie do Wrocławia, więc mamy założenie bardzo mobline. Czasem spotykamy się u Przemka w Czarnym Domu, w takiej bliskiej naszej koncepcji stylistyce. Element publicznego tatuowania jest o tyle fajny, że mamy możliwość wyjścia na zewnątrz. Często podróżowaliśmy kamperem po Krakowie i tatuowaliśmy ludzi, którzy zainteresowali się przechodząc obok. W jednym momencie spontanicznie decydowali się i robiliśmy im tatuaż.

PW: Też warto dopowiedzieć, że nie chcemy traktować pacjentów jako klientów, a bardziej jako współuczestników całego procesu tatuowania. Myślę, że to może być cenne i istotne przeżycie dla osoby, która dostaje od nas jakąś naklejkę skórną. 

 

NC: Rodzi się pomiędzy Wami a osobami tatuowanymi, które noszą te rysunki na swojej skórze przez całe życie, jakaś więź? 

MW: Tak, jesteśmy w stałym kontakcie naszymi pacjentami. Oni też bardzo często wracają do nas, chcąc kolejny rysunek i tak cały krąg się wciąż poszerza. Podczas tatuowania pojawiają się niesamowite historie pomiędzy nami. Mieliśmy nawet w planie kontynuację tego projektu w formie wideo, gdzie nagralibyśmy rozmowy z poszczególnymi pacjentami. Fajnie byłoby udokumentować ich odczucia i opowieści, bo często są fascynujące.

PW: Więź, która się pojawia, jest nie tylko więzią mentalną, ale i fizyczną. W regulaminie Czarnego Zakładu mamy zapisane przejęcie, po pewnym czasie, wytatuowanego fragmentu skóry. Pacjent obliguje do tego, że w momencie jego fizycznej śmierci, ten fragment pozostanie własnością Zakładu. W którymś momencie, do naszej kolekcji rysunków, dołączy kolekcja małych słoiczków wypełnionych formaliną i kawałkami ciała. Ktoś będzie musiał w przyszłości zadbać o to, żeby ta umowa została dotrzymana również i po naszej śmierci. Dzięki temu Czarny Zakład pozostanie żywy na następne pokolenia (śmiech).

MW: Absolutnie tak, jesteśmy Czarnym Zakładem totalnie wyrachowanym. Nie wykluczone, że zasoby materialne wzrosną po zakończeniu naszej działalności (śmiech). 

 

NC: Czy możemy gdzieś znaleźć Czarny Zakład stacjonarnie, poza performatywnym działaniem? 

PW: Poza tego rodzaju działaniem spotykamy się u mnie w domu, w przestrzeni Czarnego Domu, gdzie nasz Zakład udziela usług w takiej przedziwnej scenografii. Myślę, że dla wielu pacjentów samo doświadczenie tego wnętrza jest swoistym przeżyciem. 

MW: Doświadczenie wnętrza, ale samo spotkanie z nami. Pamiętasz może Przemku rozmowy z Pawłem, który przyjechał specjalnie z Łodzi, ponieważ był zafascynowany całym anturażem, który ma tam miejsce. 

Czy występujemy w tym pokoju, czy w innych sytuacjach, to zawsze wytwarza się taka niesamowita atmosfera. Bardzo spodobał nam się, wspominany już wcześniej, kamper. Mamy nadzieje, że jeśli dobrze pójdzie, to doczekamy się takiego powozu na stałe i będziemy mogli przemieszczać się w różne rejony świata i tatuować wszystkich ludzi. 

 

NC: Czyli jeżeli ktoś jest zainteresowany tatuażem, najlepiej napisać do was np.na Instagramie i czekać na zaproszenie do Czarnego Domu? 

PW:  Bez kłopotu można nas spotkać i porozmawiać podczas wydarzeń, na których się pojawiamy, ale tak, media społecznościowe to najprostsza droga komunikacji z nami. Jest także bazą rysunków, które oczekują na odważnych pacjentów. Baza ta jest duża i wciąż się powiększa.

MW: Na Facebooku zamieszczamy dotychczasowe realizacje, więc można sobie zobaczyć, jak wszystko przebiega i jakie są rysunki do wyboru. Też wydajemy teraz książkę, która jest dokumentacją naszej dotychczasowej rocznej działalności, której próbki można było zobaczyć na festiwalu Synestezje. Są to zdjęcia, rysunki, opowiadania i teksty, które sięgają też głębiej historii tatuażu, więc to bardzo fajny dorobek z naszej dotychczasowej pracy. 

 

NC: Gdzie możemy znaleźć w przyszłości Waszą książkę? Gdzie będzie dostępna? 

PW: Prezentujemy ją podczas Synestezji. Później, jak wszystkie publikacje, będzie trafiać do dużych bibliotek. Taka jest mechanika katalogów wydawanych pod szyldem uniwersytetów, czy akademii. Nasza książka wychodzi pod ISBN Uniwersytetu Pedagogicznego Wydziału Sztuki, dlatego będzie do zgarnięcia i pooglądania w bibliotekach. My pewnie też na własną rękę będziemy ją dystrybuować. Z racji jej charakteru, jako kartoteki, na pewno egzemplarze trafią do ludzi, którzy już użyczyli swojej skóry na potrzebę działalności Czarnego Zakładu. Będziemy chcieli się nią promować, więc na pewno będziemy ją mieć i rozdawać podczas kolejnych publicznych wydarzeń. 

MW: Dokładnie tak. Będziemy jak zespoły, które na koncertach propagują swoje nowe płyty. Jeszcze kontynuując temat Uniwersytetu Pedagogicznego, chciałam dopowiedzieć, że udało mi się wprowadzić na Wydziale Sztuki taki przedmiot, który nazywa się Body art z elementami tatuażu i ten przedmiot ruszy od następnego roku akademickiego. To będzie pracownia, dostępna dla chętnych studentów, którzy chcą zacząć tę przygodę od podstaw i podjąć pierwsze próby tatuowania. Wiem, że ze strony młodych ludzi zainteresowanie jest ogromne i jak twierdzi jedna z doktorantek na Wydziale Sztuki „wszyscy będą za parę lat wytatuowani na tym świecie”, więc jest dobrze (śmiech). 

 

NC: Czarny Zakład nie tylko zakłada, że będzie super, ale i wieloletnie działanie. Jakie macie plany, marzenia na nadchodzące lata? 

PW: Kilka z tych planów już tutaj padło. Kamper i rodzaj własnego mobilnego studia to chyba największe z marzeń Czarnego Zakładu. Na pewno będą się pojawiać kolejne książki, kolejne wydarzenia, podczas których będziemy działać, ale przede wszystkim pragniemy wciąż zbierać chętnych i rozsyłać nasze rysunki w świat. 

MW: I tak, jak to dzieje się podczas Synestezji, chcemy łączyć różne dziedziny sztuki. Ja zajmuję się malarstwem, Przemek zajmuje się malarstwem oraz wszystkim innym co się da (śmiech), dlatego nasze performance nie polegają wyłącznie na siadaniu i tatuowaniu. Robimy też do tego specjalną atmosferę, np. w formie instalacji. A co do planów, być może z czasem nasz duet się rozrośnie o innych ciekawych artystów, którzy mają swój wyrazisty i ciekawy styl. To temat bardzo otwarty i dynamiczny zarazem.

 

Zdjecie: https://www.facebook.com/czarnyzaklad/

Post Author: BIS AGH

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.