I Ty zostań Bohaterem drugiego człowieka!

Jak co roku DKMS rusza z akcją AGH przeciw białaczce. W tym roku akcja odbywać się będzie w dniach 2-6 grudnia. Będziecie mogli wtedy odwiedzić stoiska i zarejestrować się w bazie potencjalnych dawców szpiku.

WERONIKA RAWSKA

 

Na pytania odnośnie swoich przeżyć związanych z oddawaniem szpiku odpowiadają: Filip Świątek, Grzegorz Witek, Kamil Górecki i Paulina Mucha.

 

Weronika Rawska: Jak to się stało, że trafiliście do fundacji DKMS?

Grzegorz Witek: Moja historia jest trochę śmieszna, ponieważ wracając z Juwenaliów w 2016 roku nad ranem spotkałem dziewczyny, które zapisywały do DKMS na mojej ulicy i tak zaczęła się moja wspaniała historia z DKMS-em.

 

Paulina Mucha: Było to dawno temu i dokładnie nie pamiętam, ale skończyłam 18 lat. Pomyślałam sobie, że warto byłoby zrobić coś z tym faktem i wtedy właśnie zapisałam się do DKMS. Od tej pory poniekąd czekałam i nie czekałam na telefon, bo lepiej nie dostać telefonu z informacją, że jest chora osoba. Z drugiej strony to znak, że ktoś potrzebuje twojej pomocy i cieszyłam się, że mam taką możliwość, że czuwam i jeżeli ktoś potrzebowałby mojej pomocy, to jestem w stanie mu ją zapewnić. 

 

Po jakim czasie od rejestracji dostaliście telefon, że znalazła się osoba, której mogliście pomóc? 

Filip Świątek: U mnie to było jakoś ponad dwa lata, kiedy byłem przed drugim rokiem studiów. Najpierw oczywiście dostałem mail, gdzie prosili mnie o kontakt. Zadzwoniłem następnego dnia. W kolejnych mailach znalazły się wszystkie istotne informacje.

 

Kamil Górecki: Telefon otrzymałem bardzo szybko, ponieważ gdzieś na początku sierpnia. Nawet się tego nie spodziewałem, że aż tak szybko zadzwonią. Było to dla mnie dużym zdziwieniem a także wyróżnieniem, ponieważ dla mnie to było tak, jakbym wygrał w totka. Być wylosowanym z 10 czy 20 tysięcy osób to jak wielkie wyróżnienie. 

 

Jaką metodą oddawaliście szpik? Jak wyglądały wasze przygotowania do całego procesu? Czy musieliście coś zmienić w swoim codziennym życiu? 

G: Oddawałem szpik metodą z krwi obwodowej. U mnie wszystkie badania były wykonywane w miejscu, gdzie oddawałem szpik. Tak naprawdę nic w swoim życiu nie musiałem zmieniać. Niektórzy myślą, że jest to jakieś naprawdę wielkie wydarzenie w życiu, do którego trzeba się bardzo przygotować dużo wcześniej. Ja żyłem tak jak zwykle do pobrania, jak i po pobraniu, także myślę że nie trzeba się tego obawiać, ponieważ jest to normalna procedura medyczna. 

 

F: Trzeba było przyjmować zastrzyki, które są podawane podskórnie. Wszystkie procedury były omówione w szpitalu, gdzie miałem robione badania wstępne. Na początku trochę strach. Wiadomo, nigdy nie robiłem sobie zastrzyków samodzielnie, ale wiem, że ludzie robią to często i nie jest to nic niebezpiecznego. Ukłucie jak ukłucie – jeśli boimy się zrobić to sami, możemy poprosić drugą osobę o pomoc, bądź pójść do punktu, gdzie poprosimy o pomoc pielęgniarkę lub lekarza.

 

K: Ja oddawałem szpik drugą metodą – z talerza kości biodrowej. W połowie sierpnia udałem się do Krakowa, na wysyłkę krwi do bazy do Warszawy. Kiedy moja krew przeszła pomyślnie testy, zaprosili mnie na następne testy do kliniki w Gliwicach. Po kolejnych pomyślnych testach dostałem datę przeszczepu. Jedynie nie mogłem zrobić sobie tatuażu, co wydaje mi się normalne, a tydzień przed oddaniem musiałem zacząć brać tabletki na zwiększenie zawartości żelaza we krwi. Wydaje mi się, że to chyba tylko mój przypadek.

 

Tuż przed samym pobraniem towarzyszył wam stres?

G: Pamiętam, że kilka dni przed oddaniem miałem takie dziwne uczucie. Zdałem sobie sprawę, że część mnie będzie w innej osobie. Z drugiej strony po przemyśleniu tego wiedziałem, że ta część mnie pomoże drugiej osobie i pozwoli jej żyć dalej. Natomiast jeśli chodzi o uczucia tuż przed oddaniem, to miałem objawy, które towarzyszą zawsze człowiekowi, kiedy bierze czynnik wzrostu w zastrzykach. Czułem się po prostu chory, bolały mnie mięśnie i miałem gorączkę. Najlepszą rzeczą po oddaniu było to, jak po kilku godzinach wszystkie objawy znikają i człowiek ma super uczucie, porównywalne do bycia na haju. To jest mega fajne uczucie, które polecam każdemu.

 

K: Wydaje mi się, że nie odczuwałem wielkiego stresu ponieważ nie byłem świadomy, na co się piszę. Dopiero po operacji uświadomiłem sobie, co zrobiłem. Jednakże było już po wszystkim, więc nie miałem czym się stresować. 

Najbardziej mnie to dotknęło, kiedy przyszedłem na oddział zdrowy, z włosami, a ludzie się na mnie patrzyli, jakbym był obcym. Dlaczego chodzę, mogę wyjść z oddziału i  mam włosy, a oni muszą leżeć na oddziale i nie mogą nic zrobić. Było to dla mnie coś dużego, że jeśli oddam szpik to mogę im pomóc.

 

Jak wygląda szczegółowo samo pobranie szpiku? Było zawahanie?

P: Zależy to od twojego zdrowia, ciśnienia krwi itd. U mnie to trwało około 4 godzin. Jest to standardowy czas. Wyglądało to tak, że wbijają ci igłę do jednej ręki i do drugiej, a przez wielką maszynę przepływa krew. Jak się później dowiedziałam, cała moja krew, to jest 4,5 do 5 litrów, przepłynęła przez tę maszynę 5 razy. Zszokowało mnie to w sumie. Oddziela ona te komórki, które są potrzebne od krwi właściwej, która wraca do organizmu. Wiem, że niektórzy mogą się słabo czuć, ale ja po tych 4 godzinach nie czułam się zmęczona ani obolała. Po prostu to było jak siedzenie podczas dwóch dłuższych wykładów (śmiech).

Miałam przyjemność siedzieć z panem, który również oddawał komórki macierzyste, także miałam kompana do pogaduszek. Nawet nie zauważyłam, jak szybko minęły te godziny.

 

G: Tuż przed pobraniem miałem robione badania krwi, aby upewnić się że nie mam żadnych chorób zakaźnych, które są tu największym niebezpieczeństwem. Samo pobranie nie jest jakimś niesamowitym przeżyciem. Siadamy na fotelu wbijają nam dwie igły w dwie żyły. Urządzenie wygląda trochę jak dializa, cały czas się kręci i co kilka minut jest takie uderzenie, co oznacza, że czynnik trafia do woreczka, który jest w maszynie. U mnie zabieg trwał 3 godziny. Śmieszną sytuacją u mnie było, że osoba, której oddawałem szpik, była z USA, dlatego tuż obok sali, w które oddawałem komórki, czekał już kurier, który po otrzymaniu przesyłki pojechał od razu na lotnisko.

 

K: Do mnie wszystko dotarło, kiedy przyszedłem na oddział onkologiczny, gdzie inne osoby chore na nowotwór leżały obok mnie. Zdałem sobie wtedy sprawę, jak poważna jest ta choroba i jak ludzie cierpią, a także jak bardzo mogę pomóc. 

W szpitalu spędziłem 3 dni. Pierwszy dzień przeleżałam w łóżku, jedynie wieczorem dostałem zastrzyk rozrzedzający krew. Drugi dzień zacząłem około 4 czy 5 nad ranem prysznicem przed operacją. Ostatnim wspomnieniem przed operacją jest przejazd na łóżku na salę operacyjną. Zabieg trwał 45 min. Obudziłem się około 12, a cały kolejny dzień spałem. Jedynie pierwszego dnia po zabiegu prosiłem o lek, dzięki któremu mogłem usnąć. Następnego dnia już wyszedłem ze szpitala, jedynie siniaki mnie pobolewały. Całe uczucie po zabiegu porównałbym do uczucia po mocnej imprezie. Po następnej nocy w szpitalu szybko to minęło.

 

Czy to boli?

G: Jeśli ktoś oddawał krew, to jest to samo uczucie tylko z dwóch rąk jednocześnie.Sama procedura, jeśli są wenflony już wpięte, nie powoduje żadnego bólu. Wiadomo trochę dyskomfortu, ponieważ nie można zbytnio zginać rąk.

 

F: Zgadzam się całkowicie z Grześkiem. Miałem identyczne uczucia. Maszyna, jeśli zegnie się za bardzo rękę, po prostu zapiszczy, że nie może odpowiednio pobrać krwi.

 

Jak się czuliście po oddaniu mentalnie i fizycznie?

P: Nie zwróciłam uwagi na to, żeby coś się zmieniło ani żebym się jakoś źle czuła. Nie bolała mnie ani głowa, ani ręce. Czułam, że dobry uczynek na całe moje życie spełniłam! Byłam z siebie wewnętrznie dumna, że mimo wszystko uratowałam komuś życie, nie będąc strażakiem ani policjantem, a zwykłą studentką. 

 

G: Nagle przychodzi do Ciebie myśl: “Ej gościu, uratowałeś komuś życie, jeśli wszystko się uda”. To naprawdę jest uskrzydlające i bardzo motywujące do działania.

 

Jak na wieść o oddaniu szpiku zareagowali wasi znajomi i rodzina?

P: Powiedziałam wszystkim dookoła o tym, że dostałam dawcą. Cała moja rodzina i znajomi mnie wspierali i byli mega z tego dumni, nawet chyba bardziej niż ja (śmiech). To mnie bardzo podbudowało, przyszłam tam już z nastawieniem, że idę ratować komuś życie. Wciągnęłam dzięki temu do akcji kilka osób, w tym moją mamę.

 

F: Moi znajomi nie chcieli na początku uwierzyć. Miałem też taką sytuację, podczas której poznałem się lepiej z moją wtedy jeszcze nie-dziewczyną. Spotkaliśmy się w windzie i zagaiłem do niej z myślą, że pochwalę się komuś. Pokazałem jej legitymację, a ona była tak zszokowana, że zapytała, czy oddałem nerkę (śmiech). Może nie była to nerka, ale satysfakcja taka sama.

 

G: Najciekawsza była reakcja moich rodziców, który na początku byli bardzo zszokowani, a później bardzo mnie w tym wspierali. 

Zorganizowałem też akcje na balach, pomyślałem, że może warto wyjść do ludzi, połączyć pożyteczne z przyjemnym. Z tego co wiem, kilka osób się wtedy zapisało.

 

Kiedy dowiedzieliście że pomagacie tej danej, konkretnej osobie? Co wiecie teraz o swoich bliźniakach genetycznych?

G: Ja dostałem na samym początku trzy informacje: płeć, wiek i narodowość. Od razu nie można poznać osoby, której oddaliśmy szpik. W Polsce muszą minąć dwa lata. Musi być także obustronna zgoda na kontakt. Cały czas się dalej zastanawiam, czy będę chciał się wymienić danymi z tą osobą. Na pewno jest to niesamowite uczuciem spotkać bliżniaka, jednak czułbym się trochę niezręcznie, jeśli ktoś dziękował by mi za uratowanie życia.

 

P: Jakiś czas później się dowiedziałam, że biorcą był malutki chłopiec z Rosji. To jest takie niesamowite uczucie, kiedy dzwonią do ciebie z DKMS i mówią: “Nie wiem, czy zdawałaś sobie sprawę, ale osoba, której uratowałaś życie miała 3 latka i była z Rosji”. I wtedy, tak jak teraz, przeszły mnie ciarki, ponieważ uświadamiasz sobie, że uratowałaś życie małemu dziecku i zapewniłaś mu w pewien sposób dobry start do życia. Ten telefon był wisienką na torcie. Uświadomiłam sobie, że nie dawałam tego komuś, a dawałam to dziecku, konkretnej osobie.To było super uczucie, ta świadomość, że możesz pomóc osobie, która cierpi. Nie pamiętam, po jakim czasie napisałam do jego rodziców list, w którym pytałam o stan zdrowia chłopca. Otrzymałam wiadomość zwrotną, że chłopczyk jest zdrowy i wszystko przebiegło w porządku.

 

Czy macie jakieś profity z bycia honorowym dawcą szpiku?

P: Na szczęście nie miałam okazji jeszcze korzystać z pierwszeństwa w kolejkach w NFZ. Orientuje się, że są różne benefity, np. dostajesz odznakę dawcy z polskim orzełkiem, różne życzenia na święta czy aniołka z napisem “Dziękuję” i tym podobne.

 

Czy zrobilibyście to jeszcze raz ?

P: Myślę, że teraz bez żadnego stresu. Zapytałabym tylko gdzie i kiedy!

G: Oczywiście, to jest tak super uczucie, że nawet bym się nie zastanawiał i zrobiłbym to po raz trzeci.

F: Również zapytałbym tylko kiedy.

K: Na pewno tak.

 

Akcja w tym roku dedykowana jest 6-letniej Madzi, która jest córką doktoranta z UJ. Madzia jest chora na ostrą białaczkę limfatyczną. Jeżeli chcecie pomóc małej dziewczynce, której największym marzeniem jest dostać nagrodę Nobla, a także innym osobom, które zmagają się z nowotworami krwi, to wolontariusze DKMS serdecznie zapraszają na stoiska, gdzie odpowiedzą na każde wasze pytanie, a także pomogą się wam zarejestrować do bazy dawców.

 

Grafika AGH przeciw białaczce

Post Author: BIS AGH