Doskonalenie to proces ciągły — Wywiad z Prorektor ds. studenckich AGH dr hab. Anna Siwik, prof. nadzw.

“Obszarem, na którym działalność naszej uczelni jest doceniania kultura. Przyznanie AGH, jako jedynej uczelni  w Krakowie tytułu Mecenasa Kultury świadczy, że nasze starania są dostrzegane przez instytucje zewnętrzne. W tej dziedzinie sporo udało się osiągnąć.”

 

Kamil Serafin: W najbliższym czasie naszą uczelnię czekają spore zmiany. Zmieni się funkcjonowanie wydziałów i dziekanatów. Jak Pani sądzi, jak to wpłynie na AGH?

 

Prorektor ds. studenckich AGH dr hab. Anna Siwik, prof. nadzw.: W tej sprawie oczywiste jest jedno. Dokonujemy operacji na żywym organizmie. Wprowadzamy dość istotne zmiany w funkcjonowaniu uczelni. Inna będzie rola dziekanów, a pozycja rektora zostanie wzmocniona. Porównałabym to do dwóch modeli władzy, jakie funkcjonują w systemach społeczno-politycznych. Jest model prezydencki w Stanach Zjednoczonych i model parlamentarno-gabinetowy w Wielkiej Brytanii. W obu przypadkach władze są wyłaniane demokratycznie.  Jednak prezydent w USA ma silną pozycję. W systemie parlamentarnym, jak wiemy, konieczna jest większa kooperacja pomiędzy rządem a parlamentem. Powiedzmy więc, że uczelnie przejdą teraz z systemu parlamentarnego na prezydencki. Oczywiście jest to duża metafora i nie nadużywajmy jej zanadto, ale faktem pozostaje, że teraz demokratycznie wybrany rektor po prostu dobiera sobie własny zespół współpracowników prorektorów. Ma także decydujący głos w sprawie  obsady stanowisk dziekanów, których powołuje, aczkolwiek kandydaci będą wyłaniani w drodze wyborów. Natomiast nie zmieni się nomenklatura akademicka. Nadal będziemy używać nazw rektor, prorektor, dziekan, wydział etc. Zmienią się nie tylko kompetencje i hierarchia władz, ale pojawi się nowy organ – Rada Uczelni. Czy dzięki temu będzie lepiej? Mam taką nadzieję. Konkludując, są to więc zmiany istotne, jednak o tym, jak ostatecznie wpłyną na funkcjonowanie AGH, dopiero się przekonamy. 

 

KS: Czy jest Pani zadowolona z organizacji naszej uczelni? Co wymaga Pani zdaniem poprawy?

 

AN: Doskonalenie to proces ciągły. Jeśli chodzi o kwestie studenckie, za które osobiście odpowiadam, czyli Dział Spraw Studenckich, Samorząd Studencki, Koła Naukowe i Organizacje Studenckie, Sport , Biuro Osób Niepełnosprawnych, Biuro Karier, to z pewnością można zaproponować jeszcze wiele poprawek. Nie mniej jednak podczas prawie dwóch kadencji (za rok kończy się druga) udało mi się wprowadzić szereg zmian, które, mam nadzieję, Państwo odczuwacie i widzicie. Poczynając  od centralnego elektronicznego przydziału akademików, poprzez reorganizację  działalności sportowej, wzmocnienie wsparcia dla organizacji studenckich (powołano m.in. Centrum Mediów, zwiększono finansowanie  projektów studenckich, które wygrywają w rywalizacji międzynarodowej, rozwinięcie działalności kulturalnej), na reorganizacji Działu Spraw Studenckich kończąc. Dopiero po pewnym czasie możemy zobaczyć, czy zmiany dały oczekiwane efekty. 

 

KS: Jakie dokonania naszych studentów wywarły na Pani największe wrażenie? Co zapadło Pani najmocniej w pamięć jako osiągnięcie, z którego uczelnia może być dumna?

 

AN: Jestem bardzo dumna z naszych studentów i cieszę się niezmiernie, że właśnie tą dziedziną się  zajmuję. Organizacje studenckie świetnie działają, kwitną niczym kwiaty na łące, ja pełnię tylko rolę ogrodnika, który te kwiaty podlewa.  Wiele projektów jest naprawdę fantastycznych, a promocja uczelni dokonuje się dzięki nim w znaczącym stopniu. Ktoś nawet policzył w jakim. W dzisiejszych czasach żadna instytucja nie funkcjonuje bez odpowiednich mediów czy nam się to podoba, czy nie. A media interesują się rzeczami, które z punktu widzenia odbiorców są ciekawe, a są to sprawy zawsze związane ze studentami. Rakiety, samolot i bolid elektryczny, satelita, E-Moto, Solar Boat, łaziki kosmiczne, roboty, to właśnie rzeczy, o których się słyszy w telewizji. Zaledwie kilka tygodni temu Solar Plane prezentowało swój samolot w TVN. Ponadto, bardzo ważnym efektem tych działań jest współpraca studentów na styku różnych dziedzin. Ostatnia Konferencja Kosmiczna organizowana była przecież przez różne wydziały. Ale nie chodzi tylko o projekty naukowe. Nasi studenci odnoszą sukcesy także na niwie kulturalnej i sportowej. W lipcu na Mistrzostwach Świata Orkiestr Dętych w Calgary w Kanadzie nasza Orkiestra Reprezentacyjna zajęła pierwsze miejsce. Sukcesami może się pochwalić także   chór Con Fuoco. Nie sposób w tak krótkim wywiadzie wymienić wszystkie osiągnięcia studenckie.   

 

KS: Od siedmiu lat pełni Pani funkcję prorektor do spraw studenckich. Czy przez ten czas wprowadziła Pani jakieś rewolucyjne zmiany w stosunku do tego, jak uczelnia funkcjonowała wcześniej?

 

AN: Częściowo mówiłam o tym już wcześniej, jednak chcę podkreślić, że jestem przeciwniczką nagłych i gwałtownych zmian. Uniwersytety nie są przestrzenią na eksperymenty. Ewolucyjny rozwój to moim zdaniem właściwa droga.  Rzecz jasna nie może to trwać zbyt długo. Z drugiej strony pewne decyzje gwarantujące lepszą jakość powinny być podejmowane szybko i zdecydowanie. Wszystko zależy od rozeznania, w jakim obszarze działamy. Jeśli mamy pewność poprawy istniejącego stanu, to należy działać szybko. Posłużę się przykładem. Jeszcze osiem lat temu na naszej uczelni funkcjonował  „ręczny” system rozdziału miejsc w akademikach powiązany z decyzjami podejmowanymi na wydziałach. Rodziło to wiele problemów. Nie wchodząc w szczegóły, elektroniczna i scentralizowana forma rozdziału, którą udało się wprowadzić w 2013 roku, nie tylko usprawniła system, ale przyczyniła się do optymalizacji wykorzystania miejsc na poziomie ponad 95%, gdy wcześniej  było to poniżej 70%. Jak ten system działa możecie ocenić sami. 

To chyba najbardziej „spektakularny” przykład zmian „rewolucyjnych”. Inne  dokonywały się drogą bardziej „ewolucyjną”. Efekty tych zmian są dość widoczne. Wspominałam o sporcie, który wspólnymi siłami z zaangażowanymi osobami udało się „zreformować”. Efektem tych zmian są  wyniki. W Polsce ponad 100 uczelni konkuruje w Akademickich Mistrzostwach Sportowych, gdzie AGH od 6 lat jest mistrzem albo przynajmniej wicemistrzem. 

Obszarem, na którym działalność naszej uczelni jest doceniania kultura. Przyznanie AGH, jako jedynej uczelni  w Krakowie tytułu Mecenasa Kultury świadczy, że nasze starania są dostrzegane przez instytucje zewnętrzne. W tej dziedzinie sporo udało się osiągnąć.

Muszę tu jeszcze  wspomnieć o organizacji, którą  pan reprezentuje – Centrum Mediów. Połączenie KSAF-u, BIS-u, Radia1.7 oraz MINE okazało się trafnym wyborem. Centrum Mediów już drugi rok z rzędu otrzymało statuetkę jako najlepsze Media Studenckie od Parlamentu Studentów RP. Jest w  tym wszystkim ogromna zasługa kreatywnych studentów. 

Wspomnę  jeszcze tylko o rekonstrukcji multimedialnej rzeźby  „Senstera” stworzonej w Wielkiej Brytanii przez polskiego artystę Richarda Ihnatowicza. Dzisiaj rzeźba, której właścicielem jest AGH, jest prezentowana na międzynarodowych wystawach. O jej wypożyczenie  ostatnio zwróciła się Japonia. 

Jednak chcę bardzo mocno podkreślić, że wszystko to, co udało się zrealizować w ciągu tych siedmiu lat, nie byłoby możliwe bez kreatywnych i zaangażowanych osób, to im należą się podziękowania.  

 

KS: Co Pani zdaniem wyróżnia naszą uczelnię na tle innych? Co czyni ją wyjątkową pośród reszty, nie tylko w naszym mieście, ale i kraju?

 

AN: Tak, nasza uczelnia jest wyjątkowa, w zupełności się z tym zgadzam.  Wszystko zależy od ludzi. Panująca tu atmosfera, jak niektórzy określają „rodzinna”, wynika z więzi, jakie łączą nie tylko  absolwentów, ale także studentów i pracowników. Przywiązania do tradycji, szczególnie tutaj kultywowanej, jest, jak sądzę jednym z elementów spajających. Studenci układają piosenki o swojej uczelni, choćby słynne “Literka A, literka G…”. Rolę integracyjną odgrywają niewątpliwie słynne karczmy, organizowane z okazji świąt uczelni. Tworzy się w ten sposób specyficzna kultura uczelniana. Zjawisko to, tak na marginesie, to dobry  temat na studium socjologiczne. 

 

KS: Jak wspomina Pani swoje studia w Krakowie? Jakie były największe różnice w stosunku do tego, jak proces studiowania wygląda obecnie?

 

AN: Lata siedemdziesiąte, kiedy studiowałam, to dobry okres dla kultury studenckiej. To czasy „Rotundy”, „Klubu Pod Jaszczurami”, eksperymentalnych spektakli jak „Exodus”, „Szalona lokomotywa”… Życie studenckie obracało się wokół spraw związanych z kulturą. Po 1976 roku przyszło angażowanie się w sprawy związane z opozycją, w dyskusjach często pojawiała się polityka. Zajmowałam się historią, politologią i socjologią więc nie ukrywam, że to właśnie te tematy mnie interesowały. Dzisiaj studenci nie doceniają łatwości, z jaką mogą dotrzeć  do każdej książki. Nikt nawet nie wie, co znaczy określenie „prohibity”. Wtedy, aby przeczytać książki wydawane na Zachodzie z dziedziny nauk społecznych czy humanistycznych należało pokonać szereg barier formalnych, od zgody dziekana, poprzez zgodę dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej po to, aby w czytelni móc przeczytać np. paryską „Kulturę”.   

Pamiętam pogrzeb Stanisława Pyjasa, uczestnictwo w marszu. Potem  nastały czasy „Solidarności”, w którą byłam bardzo zaangażowana, ale to już po studiach. Okres ten  wspominam mimo wszystko bardzo dobrze. Bo z jednej strony poczucie beznadziejności, szczególnie po wprowadzeniu stanu wojennego, ale z drugiej poczucie uczestnictwa w CZYMŚ ważnym.

 

KS: Sprawuje Pani nadzór nad biurem do spraw osób niepełnosprawnych. Czy nasza uczelnia jest odpowiednio przystosowana do takich studentów? W co warto byłoby jeszcze zainwestować?

 

AN:  Sprawy osób niepełnosprawnych osobiście bardzo leżą mi na sercu, zawsze leżały. Nasza uczelnia jest na nie bardzo otwarta. Trzeba by tu wymienić cały szereg osób, dzięki którym taki stan się utrzymuje. Wiele udało się zmienić na lepsze, jak choćby dostęp niepełnosprawnych ruchowo do budynków, pomoc dla osób niesłyszących, czy niewidzących. Zawsze jest miejsce na kolejne udoskonalenia pozwalające niepełnosprawnym studentom możliwie jak najlepiej funkcjonować.  Jest jeszcze wiele do zrobienia. Mam na myśli także sferę mentalną dotyczącą postrzegania niepełnosprawności w kontekście społecznym. To wymaga zmian świadomościowych. Sądzę, że obecnie pojawia się okazja do dalszego progresu w tym zakresie. W ramach programu rządowego Dostępność Plus przeznaczono znaczne środki. W czerwcu tego roku wystąpiliśmy o przyznanie grantu w ramach tego programu i mam nadzieję na pozytywny wynik. Pieniądze, jakie na ten cel przeznaczono, pozwoliłyby nam zrealizować wiele zadań, na które po prostu nie było dotąd środków m.in dalsze ulepszenie infrastruktury, organizację odpowiednich szkoleń, ale także specjalistyczną digitalizację podręczników dla niepełnosprawnych. Nie dysponowaliśmy dotąd takimi środkami, to bowiem prawie 15 milionów złotych, które, o ile je otrzymamy, zostaną wydane tylko i wyłącznie na potrzeby niepełnosprawnych. To bardzo ambitny projekt, mamy nadzieję, że uda nam się dzięki niemu spełnić wiele potrzeb. Władze  centralne doceniają naszą uczelnię, o czym może świadczyć fakt, że na ogłoszenie programu Dostępność Plus przez premiera Morawieckiego został zaproszony nasz Rektor. To pokazuje, jak dalece jesteśmy zaangażowani w obszarze dotyczącym studentów niepełnosprawnych. 

 

KS: Działa Pani w obszarze doradztwa zawodowego, zarządza centrum karier AGH. Czym Pani zdaniem powinni się kierować młodzi ludzie przy wyborze ścieżki zawodowej?

 

AN: Dwa elementy muszą być brane pod uwagę: bardzo ważne są własne zainteresowania, ale  trzeba jednak uwzględniać także potrzeby rynku pracy. Wiemy, że w tej chwili wszystko, co jest związane z informatyką, cieszy się sporym zainteresowaniem pracodawców. Ale nie można wyłącznie patrzeć na trendy na rynku pracy.  Nie wyobrażam sobie, aby wybierając ścieżkę zawodową zupełnie zapominać o własnych zainteresowaniach. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie zawody będą pożądane za 10 czy 15 lat, zwłaszcza teraz, gdy rzeczywistość tak szybko się zmienia. Jestem zdania, że  programy studiów powinny być tak skonstruowane, aby zachować równowagę pomiędzy teorią i praktyką. Tendencja, którą ostatnio obserwujemy wśród studentów, aby jak najszybciej „usamodzielnić” się, podejmując pracę w trakcie studiów, może „zwieść na manowce”. Praca, a zwłaszcza praca związana z kierunkiem studiów prowadzi czasami do wydłużenia  okresu studiowania, a w konsekwencji nieobronienia dyplomu. Dyplom jest rodzajem legitymacji, która właśnie pozwala nam kierować naszą „ścieżką kariery”.

 

Zdjęcie: Maciej Talar // KSAF

Podziel się z innymi!

Post Author: BIS AGH

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.