Bieg AGH

Sezon biegowy rozpoczął się już na dobre. Wraz z nim nadchodzą festiwale i wydarzenia biegowe. Co prawda, największy bieg w Krakowie – Cracovia Maraton mamy już za sobą, ale na horyzoncie pojawia się cała masa biegów.

SZYMON KRZAK

 

Najważniejszym nadchodzącym wydarzeniem, dla każdego rozbieganego studenta i pracownika Akademii Górniczo-Hutniczej, powinien być odbywający się ósmego czerwca „Bieg AGH”. To naprawdę nie lada gratka, że na naszej Alma Mater odbywa się tak profesjonalnie zorganizowane wydarzenie i to po raz ósmy! Do wyboru są dwa dystanse 5 km oraz 10 km. Trasa poprowadzona jest ulicą Reymonta, dalej Reymana, obok stadionu Wisły, a następnie na Błonia. Jedna pętla to 5 km, bieg na 10 km to dwie pętle po tej samej trasie. Bieg jest w pełni profesjonalny, oprócz pomiaru czasu startujący otrzymują dobrze wyposażone pakiety startowe. Cała trasa obstawiona jest przez wolontariuszy oraz służby miejskie, dodatkowo na trasie znajduje się punkt odświeżania.

 

Dlaczego warto wystartować?

W cyklu treningowym każdego biegacza, po pewnym czasie przychodzi moment zwątpienia. Po co ja w ogóle biegam? Można to robić dla samego utrzymania dobrej kondycji, ale można biegać po coś więcej. No właśnie, „coś” tutaj odpowiedzi trzeba szukać samemu, ale niewątpliwie w jej znalezieniu pomóc może branie udziału w tego typu wydarzeniach. Ustawienie sobie celu biegowego tj. wzięcie udziału w jakimś założonym festiwalu motywuje do lepszych i mocniejszych treningów. Każdy, kto stał na linii startowej wie, jak niepowtarzalna atmosfera temu towarzyszy. Nie mówię tu tylko o samym biegu, ale całej otoczce wydarzenia. Wszystkim, co się na nie składa, od odbioru pakietu startowego, aż po uśmiech na twarzy, kiedy patrzysz na swój medal zwisający swobodnie na szyji jakby jego zdobycie było równie lekkie.

 

Bieg AGH jest dobrym wydarzeniem na rozpoczęcie przygody ze startami. Dystanse są krótkie – dla każdego. Ciężko “spalić się” na takim odcinku, dlatego nawet niedługie przygotowanie nie powinno być problemem.

 

Pamiętam mój pierwszy start. „Bieg na piątkę” towarzyszący Maratonowi Warszawskiemu. Pobiegłem wtedy życiówkę na 5 km, czułem na mecie, że nie byłbym już w stanie zrobić kolejnego kilometra, ale byłem szczęśliwy jak nigdy. Z niedowierzaniem patrzyłem na uczestników maratonu, jak mierzą się z królewskim biegiem. Taki dystans wydawał się wtedy nie do osiągnięcia. Dwa i pół roku później przekroczyłem po raz trzeci metę maratonu w przeciągu pół roku. Gdybym nie podjął wtedy próby startu w biegu na o ironio 5 km, pewnie nie byłbym teraz maratończykiem. To działa jak narkotyk, ale w pełni legalny i do tego zdrowy. Chcesz coraz więcej i więcej, aż dochodzisz do granic, które wydawały się tak odległe, że nawet nie wyglądały zza horyzontu. Liczysz swoje starty jeden, dwa, trzy, pięć, osiem i naglę zdajesz sobie, że jesteś maratończykiem i za nic nie chcesz tego rzucać.

 

Dlatego nie zwlekacie z zapisaniem się na bieg, zapiszcie w kalendarzu datę ósmy czerwca i rozpocznijcie swoją przygodę z biegami. Gwarantuję, nie będziecie żałować!

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.