Chemiczna gra uczuć

Mijacie się na ulicy. Jedno krótkie spojrzenie i już wiesz, że mijana osoba ma “to coś”. W tym momencie zaczyna działać chemiczna machina, która zrobi niemałe spustoszenie w organizmie!

GRZEGORZ BOROŃ


Od miłości do obłąkania niedaleka droga. Nagłe pocenie się, oblewanie potem, zmiana tonacji głosu czy motylki w brzuchu mogą uchodzić za symptomy jakiejś poważnej choroby. Odpowiedzialne za to są niezliczone rzesze hormonów i neuroprzekaźników, które poważne ingerują w nasz organizm, a odstawienie ich może być podobne do odstawienia narkotyków.


Największą rolę odgrywa 2-fenyloetyloamina zwana hormonem miłości. To ona odpowiedzialna jest za szybsze bicie serca, poczucie więzi i swoiste motylki w brzuchu. Jest silnie uzależniająca! W większych dawkach znaleźć ją możemy w czekoladzie, ale jej działanie jest chwilowe – organizm zbyt szybko ją rozkłada. Hormon ten odpowiada za wydzielanie dopaminy i noradrenaliny.


Dopamina daje nam euforię, satysfakcję i szczęście. Dlatego na sam widok ukochanej osoby nie możemy przestać się uśmiechać. Niestety, jej działanie dość szybko mija. Z czasem musimy “pobierać” coraz większe dawki, żeby osiągnąć ten sam efekt, przez co pierwsze miesiące związku są takie cudowne. Noradrenalina, pochodna adrenaliny przyśpiesza nam oddech. To hormon walki i ucieczki. Nagle możemy przenosić góry, rzucać się na niemożliwe wręcz zadania, wszystko dla naszej wybranki (lub wybranka).


Dużo do powiedzenia w związku ma także wazopresyna. Jej działanie w zależności od płci jest różne. Odpowiada za opiekę nad potomstwem i mechanizmy obronne (co w zestawie z adrenaliną daje niesamowity efekt). U mężczyzn w połączeniu ze stresem powoduje, że powoli uzależniamy się od drugiej połówki. Spokojnie może być nazwana hormonem (nie)wierności. U pań działanie jest zupełnie inne. Kobiety pod wpływem wazopresyny zaczynają “żyć chwilą”. Przez nie te ciche i spokojne dziewczyny w otoczeniu partnera zaczynają wykazywać nieznaną dotąd nutę szaleństwa.


Miłość jest najlepszym lekiem na depresję. To niezaprzeczalny fakt. Wszystko dzięki serotoninie, która jest naturalnym antydepresantem. Jej brak prowadzi do pogorszenia nastroju, braku snu, a w ostateczności do depresji i myśli samobójczych. Zakochując się, poniekąd ratujemy sobie życie!


W związku bywa, że początkowe szaleństwo mija. Następuje powolna stagnacja i pojawiają się wspólne plany na przyszłość. Wtedy na scenę wchodzi oksytocyna. Poważnie komplikuje życie, bowiem odpowiada za przywiązanie do drugiej połówki. Jej znaczna dawka w organizmie powoduje wydzielanie ciepłych emocji w stosunku do partnera (lub partnerki). Co ciekawe, znacznie wydziela się podczas stosunku. Dlatego z pozoru nieznaczna przygoda może w końcu doprowadzić do związku na lata. Lepiej uważać! Oksytocyna “pomaga” także w ciąży. W połączeniu z innymi hormonami daje znane wszystkim ojcom “rozstrzelenie” uczuć i potrzeb swojej żony.


Miłość pod względem chemicznym, to jedna wielka machina, która niemal od samego początku działania zmienia samopoczucie, patrzenie na drugą osobę i światopogląd. Niektóre z wydzielonych hormonów mają budowę zbliżoną do amfetaminy. Nic dziwnego, że w związku odczuwamy potrzebę bliskości z drugą osobą. Jesteśmy już od niej uzależnieni. Z drugiej strony, kiedy upada jakiś związek, często mówi się “nie było między nimi chemii”. Jak pisze Jerzy Ł. Sylwian w wierszu “Pytania”: “Czym jest miłość? […] uczuciem toczącym spór z naturą”. Czy to jednak prawda?

Podziel się z innymi!

Post Author: BIS AGH

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.