Czemu gruszki śpią w popiele?

Od najmłodszych lat dziadkowie i rodzice przekazują nam życiowe mądrości. Tłumaczą zależności („Baba z wozu, koniu lżej”), zakazy („Co wolno wojewodzie, to nie tobie...”). Pokazują, że czasem trzeba podejmować decyzje („Albo rybki, albo akwarium”). I choć większość nie wie, skąd się owe przysłowia wzięły, wpajają nam je z maniakalnym uporem. Bo wiecie, czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał!

OLIWIA KOPCIK

 

Wyrwał się jak filip (Filip?) z konopi

Istnieją dwie historie pochodzenia tego powiedzenia. Pierwsza mówi o szlachcicu Filipie z gminy Konopie i jego występie na jednym z sejmików. Mężczyzna jednak nie był zbyt, powiedzielibyśmy dziś – ogarnięty i zaczął dyskutować na zupełnie inny temat niż wszyscy, tym samym wzbudzając śmiech pozostałych i zapisując się na długo w polskim języku.

Druga wersja, uznawana za prawdziwszą, dotyczy zwykłych zajęcy. Na terenach białoruskich szaraki nazywane były właśnie „filipami”. Zające, jak to zwierzątka raczej bojaźliwe, kryły się w roślinach, a gdy usłyszały szmer, wyskakiwały z konopi. Albo kapusty. Albo gdzie tam akurat kucały.

 

Przeczytać książkę od deski do deski

Oznacza to przeczytać coś, tak, jak nie robi tego student. Tzn. dokładnie, nie ignorując żadnego słowa. Ktoś, kto czyta w ten sposób, nie pomija nawet opisów przyrody w „Nad Niemnem”. Dawniej książki nie były oprawiane w papier, lecz w drewniane ramy, dlatego też czytało się od jednego kawałka drewna do drugiego.

 

Wyjść jak Zabłocki na mydle

Cyprian Zabłocki to XIX-wieczny szlachcic z okolic Sochaczewa, który słynął z bycia niewyobrażalnie oszczędnym. Jednym z jego interesów było sprowadzanie mydła. Żeby uniknąć opłat celnych, wymyślił, że będzie ciągnął za barką skrzynie z mydłem zanurzone w wodzie. Nieprzemakalne kufry okazały się jednak przemakalne, mydło rozpuściło się w Wiśle, a Zabłocki wyszedł na tym, jak Zabłocki na… no.

„Taka śmieszna historia”, myślę sobie, „opowiem w domu”. „Jak zawsze: żarło, żarło i zdechło” - podsumował tata. „Zamienił stryjek siekierkę na kijek” - dodał dziadek. A babcia westchnęła z kuchni: „Chleb stracił, a bułki nie znalazł”.

 

Nie zasypiać gruszek w popiele

Oznacza to „nie lekceważyć szansy”, „nie zaniedbywać ważnych spraw”. Tylko co mają do tego gruszki. I to śpiące. Dawniej, w popiele, który został po upieczeniu chleba, można było wysuszyć gruszki. Zdarzało się jednak, że pilnujący zasypiał przy tej czynności i w wyniku tego musiał zadowolić się gruszkami nie suszonymi, a zwęglonymi.

 

Smalić cholewki

Dotyczy to mężczyzny, zalecającego się do dziewczyny. W XX wieku, kiedy chłopak stawał się kawalerem, dostawał własną parę butów. Ale nie byle jakich butów. Kozaków w kolorze naturalnej skóry, z cholewką zakrywającą łydkę. Żeby obuwie wyglądało efektywniej, opalano (smalono) je nad ogniem. Dziewczyna jednak mogła odpowiedzieć „pisz do mnie na Berdyczów”, co oznaczało, że ani urok chłopaka, ani nawet opalane kozaki nie zadziałały. Berdyczów to wioska na dawnych Kresach, gdzie nie funkcjonowała poczta, więc można było wysyłać tam listy, ale te nigdy nie docierały do odbiorcy.

Temat pochodzenia przysłów i powiedzeń jest zajmujący, ale wymaga zebrania wielu różnych informacji. Dlatego też ciężko było ten temat podjąć. No, ale – słowo się rzekło, kobyłka u płota.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.