Współczesna Ziemia Obiecana

Tel-Awiw to miasto budzące wiele różnych skojarzeń, tych mniej i bardziej pozytywnych. Postanowiłam zobaczyć na własne oczy, które są zgodne z rzeczywistością.

NATALIA GOŁĘBIOWSKA

 

Przestępuję nerwowo z nogi na nogę. Powoli do fizycznego zmęczenia spowodowanego ponad dwugodzinnym staniem zaczyna dochodzić irytacja. I strach – boję się podzielić los osób stojących w kolejce przede mną, odesłanych przez celnika do kontroli specjalnej. Muszę przyznać, że Tel-Awiw nie uwiódł mnie od pierwszego kontaktu. Na szczęście długo wyczekiwaną kontrolę paszportową przechodzimy bezproblemowo. Mam więc okazję sprawdzić, na ile ten pierwszy, negatywny obraz nieformalnej stolicy Izraela utrzyma się w mojej głowie.

 

Na szczęście okazuje się, że Tel-Awiw postanowił się z nami troszeczkę podroczyć jedynie na początku, a z każdym doświadczeniem czujemy, jak rozwiera ramiona na przywitanie coraz szerzej. Pogoda jest fantastyczna, napotkani ludzie przyjaźni i chętni do pomocy, ulice czyste. Po zostawieniu bagażów wybieramy się na pierwszy spacer – możliwość poznania tego miasta choć troszeczkę mniej powierzchownie.

 

Jest ciepło, bardzo przyjemnie. Otaczają mnie gwarne bary, wytworne restauracje i rozświetlone zbyt intensywnie sklepy całodobowe. Roślinność jest tu inna, bardziej egzotyczna, zapachy smażonych falafeli i pizzy na wynos mieszają się z charakterystycznym fetorem wielkiego miasta. Kiedy docieramy nad morze, ciepło zostaje delikatnie wyparte przez chłód pochodzący od wody. Wiatr kołysze moimi włosami, kiedy siadamy na dostępnych tu dla wszystkich bez opłat leżakach i patrzymy na niewielkie fale, które leniwie oblizują plażę. Trudno jest uwierzyć, że przebywam w państwie o tak skomplikowanej historii i sytuacji międzynarodowej. Zaledwie 70 kilometrów od miejsca, w którym błogo wylegujemy się na plaży, zaczyna się terytorium wiecznej wojny. Miejsce, które choć formalnie nie istnieje, to jego nazwa jest znana chyba każdemu człowiekowi na świecie, przez ciągłe pojawianie się w mediach. W paskudnej scenerii i okrutnych okolicznościach. Ale nie o nim mam przecież pisać, a o Tel-Awiwie.

 

Jeżeli chodzi o praktyczne kwestie zwiedzania tego miasta, to moja najważniejsza porada brzmi – weźcie grube portfele. I napełnijcie je wieloma szeklami. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam styczność z tak wysokimi cenami. I mówię to jako osoba, która postawiła stopę w większości europejskich stolic. Tel-Awiw spełnia wymogi nowoczesnej metropolii nie tylko w tym przykrym zakresie. Powszechny jest tu język angielski, nie tylko u ludzi zajmujących się turystyką, ale też u kierowców, sprzedawców, piekarzy czy przypadkowych ludzi spotkanych na ulicy. I większość mieszkających tu Izraelczyków radzi sobie z językiem angielskim znacznie lepiej niż syn Adama Miauczyńskiego. Pozytywnie zaskakuje mnie również możliwość naładowania telefonu w praktycznie każdym autobusie i w pociągu kursującym z lotniska. Na ulicach łatwo można złapać darmowe wifi, za to dużo trudniej wypatrzyć tradycyjnie ubranego Chasyda, czyli ortodoksyjnego Żyda. Zresztą ten brak konserwatyzmu widać wszędzie – mieszkańcy Tel-Awiwu ubierają się, jak im się podoba, odkrywają, co chcą i gdzie chcą.

 

Ale to, co z Tel-Awiwu zapamiętałam najlepiej, to słynna, mająca niesamowicie bogatą historię dzielnica Jaffa. Oczarowuje – klimatem życzliwości i różnorodnością, ciekawi – starożytnymi zabytkami i nieszablonową architekturą, zachwyca – młodzieńczą energią i radosną atmosferą. To tutaj można znaleźć imprezę każdego dnia tygodnia, napić się dowolnego rodzaju alkoholu, posłuchać nawet tych najmniej popularnych gatunków muzycznych. Podczas delektowania się smakiem lokalnego piwa, przychodzi mi nawet do głowy, że czuje się lepiej niż w jakimkolwiek barze na Kazimierzu. Być może po powrocie będę musiała za to przeprosić. Ale teraz delektuję się chwilą, przebywając wśród starożytnych budynków, wraz z młodymi, wolnymi od uprzedzeń ludzi. I w tym momencie Tel-Awiw jest po prostu rozkoszną chwilą, a nie miastem uwikłanym w lata bolesnej historii i aktualnych kontrowersji.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.