Mapa zakończeń Internetów

Najpiękniejsze w Internecie jest to, jak często się kończy.

KAROLINA BOGACKA

 

Trochę jak skrzyżowanie labiryntu z kalejdoskopem – wystarczy przymknąć oczy na chwilę, ot tak, żeby mrugnąć, i nagle człowiek potyka się o najdłuższego zaskrońca na świecie. Albo o esej poświęcony kolorom w „Teletubisiach”. Albo o doskonały kanał o informatyce klimatycznej.

Nie jestem zbyt dobra w docieraniu do końca Internetu. Zwykle jedynie ostrożnie muskam po jego powierzchni. A na dłuższe wycieczki zapuszczam się z kimś bardziej doświadczonym.

Ostatnio razem z M. zwiedzaliśmy YouTube i trafiliśmy na kilka przyjemnych miejsc. Poniżej zamieszczam szybko naszkicowaną mapę:

 

AntsCanada

Hodowca mrówek opowiada o swoich terrariach tak, jak Tolkien mówiłby o Shire. Pomijając przyjemną estetykę wysokiego fantasy, kanał prowadzony jest przez piekielnie miłego i profesjonalnego Mikey Bustosa, który zdecydowanie wie, o czym mówi i jak o tym mówić dobrze. Można oglądać m.in. terrarium z samowystarczalnym ekosystemem, uciekające mrowiska oraz przenoszenie jajeczek przez mosty z patyczków.

A jeśli patrzenie na mrówki sprawia, że wszystko zaczyna was swędzieć, polecam drugi kanał Bustosa. Wypełniają go głównie vlogi na temat wychowywania małej papużki, która (przewidywalnie) jest naprawdę urocza.

 

Jelle’s Marble Runs

Czy słyszeliście kiedyś o sporcie pozbawionym korupcji, kolesiostwa i agresywnych kiboli? Bo ja słyszałam. Co jest w nim takiego wyjątkowego? Cóż, przede wszystkim zawodnikami nie są wcale ludzie, a szklane kulki.

Całe drużyny szklanych kulek, rywalizujące ze sobą o najszybszy zjazd na plastikowej skoczni albo też o najwyższy skok. Przedziwnie szybko uspokaja. A poza tym rzeczywiście uderza w jakiś prehistoryczny płat mózgu, odpowiedzialny za kibicowanie, i sprawia, że z całą szczerością trzymałam kciuki za Crazy Cat’s Eyes.

 

Line Rider

A to już nie jest kanał, a bardziej pojedyncza, wąska dziedzina sztuki. Powstała jako odpowiedź na grę „Line Rider”, która pozwala samodzielnie rysować tor dla zjeżdżającej na sankach postaci. I potem odtworzyć ten zjazd w takt jakiejś melodii.

Ja nie wiem czemu, ale to jest takie piękne. Wygląda jak muzyka w formie wizualnej, i to trzy razy lepiej, niż naprawdę wygląda muzyka w formie wizualnej (znaki na pięciolinii). I ma w sobie nadzwyczajny posmak sztuki, która powstała zupełnie spontanicznie i wcale nie musiała tu być, a jednak nagle się pojawiła i wszyscy się z tego cieszą.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.