Freeganizm – na mieście jadam za darmo

Wyciągam jedzenie ze śmietnika. Jesteś bezdomny? Nie, to się nazywa freeganizm. Jaki „ganizm”? To ładna nazwa
na to, że Cię nie stać? No nie do końca…. Większość z nas, gdy słyszy o jedzeniu wyrzuconych przez kogoś produktów, automatycznie wzdryga się z obrzydzenia. Przecież jak można jeść niedokończone kanapki, zgniłe owoce
i nadgryzione przez szczury kawałki mięsa? Tu do akcji wkraczają freeganie. Zaraz, zaraz…. kto?

MICHALINA KRZEMIEŃ

 

Bunt, moda czy styl życia?

Freeganizm – połączenie słów „free” – wolny, darmowy i „weganizm”, to ruch, który jak większość, zapoczątkowany
został w USA. Nie wszyscy freeganie to jednak weganie. I nie wszyscy freeganie „polują” wyłącznie na jedzenie. Przyświeca im idea
sprzeciwu wobec powszechnego konsumpcjonizmu, czyli stylu życia, gdzie każdy chce więcej, a tony niepotrzebnych
lub – w opinii użytkownika – zepsutych rzeczy, trafia na wysypiska śmieci. Freeganizm zaczyna się tam, gdzie tak zwane problemy pierwszego świata. Mamy tak wiele, ale wciąż chcemy więcej i szybko się nudzimy.

 

Pogniecione, to na śmietnik!

Normy sanitarne, wymogi supermarketów i przesadna sterylność większości ludzi powodują, że codziennie masa jedzenia ląduje w koszach na śmieci i ogromnych kontenerach. Nie są to wcale zupełnie niezdatne do spożycia produkty. Często jeden lekko sczerniały banan powoduje, że cała kiść kończy na śmietniku, a dziurawe bądź pogniecione opakowanie przyczynia się do tego samego. Jeden dzień po „minimalnej dacie ważności” często nie sprawia, że produkt od razu staje się śmiertelną trucizną. Markety muszą jednak takie produkty usunąć. W ten sposób sterylnie zapakowane jedzenie, świeże owoce, konserwy, chipsy, a nawet kawałki pysznych tortów, lądują smutne i zapomniane w kontenerach tuż obok ludzi, którym mogłyby zapewnić lepszy standard życia.

 

Nie o skąpstwo czy biedę tutaj chodzi…

Nawet w wysoko rozwiniętych krajach Europy, bieda to zjawisko powszechne. Sama doświadczyłam czegoś takiego
w Berlinie, gdzie podczas wieczornego spaceru uliczkami stolicy, trzeba było wręcz „przekraczać” bezdomnych. Tysiące,
a nawet miliony ludzi cierpią z głodu i ubóstwa. A tymczasem inne miliony wyrzucają jedzenie, kupują za dużo i marnują,
wybrzydzają i przebierają w ogromnym wyborze produktów między sklepowymi półkami. Zawsze w takim momencie
ktoś woła „no jasne, to wyślij biednym dzieciom w Afryce resztki z obiadu, ciekawe czy dotrwają”. Ale przecież
nie o to chodzi. Freeganie to przeważnie ludzie, których stać na wszystkie wygody życia, chodzi im jednak o bunt przeciwko konsumpcjonizmowi i marnotrawstwu. Jedni wyrzucają, a inni jedzą to, co jeszcze zdatne do spożycia.
W ten sposób ktoś żywi się za darmo i nie kupuje kolejnej porcji jedzenia, która mogłaby wylądować na śmietniku.

 

Przewodnik dla freegan

W różnych krajach bywa różnie. W Polsce freeganizm dopiero raczkuje i kojarzony jest raczej negatywnie. Zwłaszcza jeśli ktoś nie ma na co dzień styku z różnymi odmiennymi dietami i stylami życia, które przywędrowały do nas z zachodu
i na pierwszy rzut oka wydają się nad wyraz dziwne. Spojrzysz na człowieka, który nurkuje w kontenerze i powiesz raczej „brudny dziad” niż „freeganin, podziwiam jego idee”. Zmienia się jednak podejście i do tego, a coraz więcej osób przekonuje się, że na wyjazdach zwykłe rozejrzenie się w okolicach np. marketu może przynieść darmową kolację.
Nikt nie mówi, by od razu skakać na główkę w niezbadaną otchłań jakichś losowych śmietników. W niektórych krajach freeganizm to już zjawisko zupełnie normalnie, w innych utrudniany jest przez zaostrzone normy sanitarne i tym podobne obostrzenia. Co ciekawe, w Barcelonie powstał podobno przewodnik dla freegan, ułatwiający polowania. Nie tylko zresztą na jedzenie, ale nawet meble.

 

Sposób na życie w podróży

Wiele osób będących za granicą, chcąc jak najbardziej obniżyć koszty pobytu, korzysta z uroków freeganizmu. Jedzenie poza granicami Polski to często dla nas dość duży wydatek, a przy odrobinie szczęścia i wysiłku, możemy zdobyć sporą część prowiantu, nie płacąc za niego ani grosza. Wystarczy się do tego przekonać i poświęcić trochę swojego czasu.
A wraz z doświadczeniem, wszystko przyjdzie nam łatwiej. Niektórzy żyjący w centrach wielkich miast, żywią się tak nawet na co dzień. Nie są to bynajmniej ludzie biedni. Logicznie, pieniądze zaoszczędzone na jedzeniu, wydają na inne rzeczy czy rozrywki. Po prostu przekonali się, że nie można od razu negatywnie oceniać każdego ludzkiego działania.

 

W Polsce jednak dopiero otwierają się nam oczy na tego typu zachowania. Spora część ludzi krytykuje nawet fakt,
że ktoś z wyboru nie jada mięsa, a co dopiero, gdyby przedstawić im freeganizm. Otwierające się jednak z roku na rok społeczeństwo, coraz bardziej zmienia podejście do wielu kwestii. Kto wie, może za niedługo nie wszyscy, którzy powiedzą „wychodzę na miasto coś zjeść”, będą mieli na myśli drogie restauracje.

 

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.