Co masz zrobić jutro, zrób pojutrze

Prokrastynacja to bodaj najczęstsza choroba studentów. Niektórzy chorują na nią przewlekle, u innych uaktywnia się raz na pół roku wraz z nadejściem sesji. Może się objawiać niepozornie i całkiem przyjemnie, na przykład oglądaniem seriali czy przeglądaniem memów. Prokrastynacja jest jak przeziębienie – każdy doświadczył jej chociaż raz.

GABRIELA WIELICZKO

 

Za moich czasów mówili na to lenistwo!

Prokrastynacja to mądrze brzmiące określenie na odkładanie rzeczy na później i zwlekanie z zadaniami na ostatnią chwilę. Taka tendencja objawia się nie tylko w przypadku nauki czy pracy, ale także na innych obszarach życia. Prokrastynacja to nic innego jak spór, który toczy się w naszym umyśle. To tak jakby były w nas dwie części: racjonalna, mocno stąpająca po ziemi i beztroska, niezważająca na konsekwencje. Pierwsza wie, że powinna się zabrać za robotę wcześniej, żeby spokojnie zdążyć przed deadlinem; druga przymyka oczy na obowiązki i chce przyjemności i zabawy tu
i teraz. Dwa bieguny o sprzecznych dążeniach, któty wygra? Niestety dążenie do przyjemności jest u niektórych na tyle silne, że dominuje racjonalną część. Dajemy się więc wciągnąć w wir beztroski, który w tajemniczy sposób zagina czasoprzestrzeń. Prędzej czy później, choć w tym przypadku jest to ta druga opcja, mocno zderzamy się z naglącymi terminami, zadając sobie pytanie: czemu ja właściwie nie zabrałem się za to wcześniej.

 

No właśnie, czemu?

Psychologowie już zajęli się badaniem tego powszechnego zjawiska i podają różne powody, dla których zwlekamy. Tendencja do przekładania rzeczy na później może brać się z lęków. Najbardziej oczywistym jest lęk przed porażką. Perspektywa naszego mózgu wygląda tak: jeśli nie zabierzemy się za określone zadanie, to nie ma możliwości, żebyśmy na nim polegli. Brzmi sensownie, prawda? Do czasu. Genialny plan przestaje działać w obliczu deadline’u, kiedy ostatecznie musimy podjąć się zadania. Efekt jest z reguły taki, że robimy coś znacznie poniżej naszych możliwości. Wciąż jednak pozostaje nam wymówka, że gdybyśmy tylko spędzili nad tym większą ilość czasu… Wtedy wszyscy poznaliby nasze możliwości! Paradoksalnie ten sam schemat może wynikać z lęku przed sukcesem. No bo umówmy się: co jeśli się uda? Sława, pieniądze, a przynajmniej zaliczony pierwszy termin. Później już prosta droga do bycia kujonem
i męczenia się z jeszcze większą ilością projektów, co to, to nie! Mózg i w tym przypadku nie ma zbyt racjonalnej oceny sytuacji. Obawa przed sukcesem raczej dotyczy odkładania większych planów, które wynikają z naszych aspiracji, niż uczelnianych obowiązków.

 

Kolejną z przyczyn zwlekania są nasze wyobrażenia na temat zadania, które nas czeka. Często wydaje nam się ono trudniejsze i bardziej czasochłonne niż jest w rzeczywistości, dlatego nic dziwnego, że się mu opieramy. Kiedy tak postrzegamy czekającą nas pracę, łatwo znajdziemy różne wymówki, byleby tylko nie brać się do roboty. Odwlekamy też zadania, które wydają nam się zwyczajnie nudne. Przecież jest tyle ciekawszych rzeczy niż nauka do kolokwium. Nawet sprzątanie mieszkania wydaje się atrakcyjne z tej perspektywy. Prokrastynacja miewa też dość zaskakujące przyczyny. Jak wiadomo, robienie wszystkiego na ostatnią chwilę, dostarcza dużej dawki adrenaliny, dlatego takie zachowanie podświadomie może pociągać tych, którzy lubią życie na krawędzi. Odwlekanie zadań na później jest także domeną perfekcjonistów.

 

Druga strona medalu

Odwlekanie pracy z pewnością nie sprzyja produktywności. Prokrastynacja może być jednak dobrym sprzymierzeńcem kreatywności. Co więcej, wielu wybitnych ludzi było prokrastynatorami. Okazuje się, że zabierając się za zadanie od razu, często omija nas wiele kreatywnych rozwiązań. Możemy więc zrobić użytek ze zwlekania, pod warunkiem,
że leniuchowanie nastąpi po tym, jak już zostało nam przydzielone zadanie. Wtedy zajmując się czymś innym, mamy
z tyłu głowy świadomość tego, z czym musimy się zmierzyć, a nasz mózg może nam dostarczyć ciekawych pomysłów
jak to zrobić.

 

Jak wszędzie, tak i w tym przypadku sprawdza się zasada złotego środka: największa kreatywność występuje przy umiarkowanej prokrastynacji. Pisanie pracy dyplomowej od zera w kilka dni przed oddaniem wciąż nie jest najlepszym pomysłem. Teraz, kiedy wiesz już więcej, możesz popatrzeć na swoją prokrastynację z boku i pomyśleć jak zrobić z niej użytek. Chyba że wolisz zrobić to później…

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.