Cierpienia młodego studenta

Wszyscy zawsze powtarzali: „Studia to najlepszy okres w twoim życiu”. Idź na studia, mówili. Będzie fajnie, mówili. Gdybym wiedział, co mnie czeka, to bym sobie inaczej życie ułożył. Gdzie te spektakularne imprezy, beztroska i czas wolności, pytam.

OLIWIA KOPCIK


Poniedziałek

„Znow trzyma mnie poduszka…”, czemu akurat to chodzi mi po głowie o 7 rano? „Wesołe jest życie studenta” czy tam staruszka, prawie to samo. Ok, wstajemy, i’m ready. Jedna noga, druga noga – jest pion. Szybkie spojrzenie na telefon i już wiem, że coś jest nie tak. 13 nieodebranych połączeń i 9 wiadomości o 7 rano? Rzut oka na zegarek – jest 14. To mnie kilka godzin ominęło. Co się z człowiekiem dzieje, jak jest zmęczony. I za pół godziny trzeba wychodzić na uczelnię. Śniadanie, prysznic i do boju. Właśnie… śniadanie. Po sprawdzeniu stanu lodówki, już wiem, że będę jak Adam Małysz – bułkę z bananem i zupkę w 5 minut. Jakbym miał bułkę i banana. 5 minut się znajdzie.

Oddzwaniam, bo już się pewnie kumpel martwi.

  • No wstałem, co jest?
  • Jestem dumny. Masz jakieś monety?
  • Stary, ja śpię na pieniądzach. Jak się położę do łóżka w spodniach i mi się drobne wysypią.
  • Coś wyskubiesz. O 18 na rynku.

Pii, pii, pii, koniec połączenia. Ta, „pi, pi” to robi bieda w moim portfelu. No, ale coś pewnie wyskubię. Kto biednemu zabroni bogato żyć?


Wtorek

„Znowu nie mam hajsu, o co za pech” czy jak to Ras Luta śpiewał. Ogłosiłbym to studenckim hymnem. Dziś będzie pracowity dzień. Postanowiłem. Zejdę do sklepu, trzy łyki energetyka i już jak nowo narodzony. Co to ja miałem robić? Na czwartek prezentacja, może przydałoby się w końcu dowiedzieć na jaki temat. Pierwsza przeszkoda – kto ma maila do wykładowcy? „Pewnie imię, kropka, nazwisko, @ i ta uczelniana końcówka” – złota rada kumpla z roku. Toś pomógł. „Imię i nazwisko”. Żarty się trzymają. Trzeba sięgnąć po rozwiązanie ostateczne. USOS my love. Pomocnik każdego studenta, intuicyjna strona, której obsługę pojmiesz w 10 minut. Albo lat, bo poziom trudności porównałbym do włączenia rzutnika w auli. Mission impossible. Dobra, adres mailowy – check. Lecę przez te obowiązki jak przecinak. Pora na „Szanowny Panie, byłbym wdzięczny…”. I jest – mail elokwentny jak szlachcic, uprzejmy jak lokaj i rozległy niczym opisy przyrody w „Nad Niemnem”. Teraz czas ogarnąć pokój, bo jak tu pracować w takim chaosie? Okno jakieś brudne, a słoneczko świeci, to umyję. Bzz, bzz. Odpowiedź na maila: „masz wszystko w załączniku”. Elokwentny jak.. nieważne. Jeszcze tylko przesadzę bambusa do doniczki, żeby nie uschnął i zabieram się za robienie prezentacji. Od razu wygląda na szczęśliwszego bambusa, jak ma korzonki w takiej ładnej doniczce. Bzz, bzz. „Dawaj gdzieś na miasto”. W sumie mi się należy – pokój posprzątany, okno umyte, no i ten bambus… Na dzisiaj wystarczy.


Środa

Nie, dzisiaj olewam zajęcia. Potrzebuję odpoczynku. Chociaż jeden dzień. Jest taka ładna pogoda, nie mogę przesiedzieć całego dnia w budynku. Poza tym, jak odpuszczę jeden dzień, to się nic nie stanie. Nawet nie zauważą. Tylko kogo by tu ze sobą zabrać… Kogo tam mamy w kontaktach? O, ten się zgodzi.

  • Ty, poodpoczywałbym dzisiaj nad wodą, bo już mnie te studia przytłaczają.
  • I namówił! Zawsze masz niepodważalne argumenty.
  • Tylko coś do picia weź, bo płyny trzeba uzupełniać w taki upał.

***

No i wieczór. Legenda głosi, że ktoś kiedyś wyszedł „na chwilę” i po tej chwili wrócił do domu. Ale po relaksie od razu mam więcej energii. Siadam robić prezentację.

***

Jejkuuu… jest 1 w nocy. Za dużo nauki. Nawet czasu nie ma, żeby się wyspać. I po co ja polazłem na te studia?


Czwartek

Podchodzę do lustra i patrzę w spuchnięte, czerwone oczy. Studia mnie wykończą. Ale jeszcze trochę trzeba się skupić. 11:30 – kolos z hiszpańskiego. Uno, dos, tres, cuatro, RUMBA! Tyle mam wspólnego z tym językiem. A, nie! Jeszcze kojarzę Enrique Iglesiasa. No to dam radę. 16.45 – pora wygłosić tę fascynującą prezentację. Wchodzę do sali i od razu siadam do komputera. Chcę już zacząć mówić, miejmy to z głowy.

  • Co ty tutaj robisz? – prowadzący chyba nie spodziewał się po mnie takiej gotowości. Ja robię tu wrażenie dobre. I to by było na tyle.

Odhaczone. Co za męczący dzień, za dużo myślenia. Muszę wyjść do znajomych, bo zwariuję.


Piątek

Piąteczek, piątunio. „Piątek, sobota, sobota piątek, może być mecz albo jakiś koncert”. W końcu dwa dni odpoczynku. Ileż można siedzieć w książkach?!

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.