Zmiana czasu? A komu to potrzebne?

Przed nami kolejna zmiana czasu. Tej nocy śpimy o godzinę dłużej. Być może nadchodzi koniec przestawiania zegarków.

GRZEGORZ BOROŃ

 

Koncepcję zmiany czasu pierwszy raz zaproponował jeden z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych — Benjamin Franklin. Napisał, że wiosną ludzie wstają wcześnie rano (na długo przed świtem), a zimą pracują przy świecach. Przedstawił przy tym obliczenia, jak zwiększa się używanie świec w tym okresie. Pierwszym krajem, który zaczął cofać zegary, były Niemcy. Później w ich ślady poszli inni. Obecnie czas zmienia około 70 krajów na całym świecie, w tym Polska.

 

Dlaczego to robimy?

Zmiana czasu pozwala dostosować się nam do zmieniających się pór dnia. Wiosną słońce wstaje szybciej, a zimą wcześniej zapada zmierzch. Przestawienie zegarów służy zwiększeniu maksymalnej efektywności pracy. Wiadomo,
że człowiek, który wręcz “kąpie się” w promieniach słońca, lepiej pracuje, a także jest bardziej zadowolony z życia. Zmiany godzin wpływają również na zużycie energii elektrycznej oraz, jak określił członek Szwedzkiej Narodowej Rady Zdrowia i Dobrobytu, zmniejszenie zawałów serca kosztem zwiększenia problemów z krążeniem do 7 dni po zmianie czasu. Większa ilość światła nie sprzyja także wandalizmowi i innym przestępstwom.

 

Jednak nie wszyscy zgadzają się z powyższymi faktami. Niektórzy sądzą, że uzyskane oszczędności na świetle i tak tracimy na klimatyzację. Trudno się z tym nie zgodzić. Żyjemy w czasach, kiedy lampy świecą się na okrągło. Zmiana czasu wprowadza chaos w kursach pociągów, autokarów, czy autobusów. Chcąc nie chcąc w nocy pociąg będzie albo spóźniony, albo przez godzinę będzie stał na dworcu. Również podczas nocnych dyżurów czy prac możemy natknąć się na problemy. Według polskiego prawa, pracodawca ma obowiązek zapłacić za ową, dodatkowo przepracowaną godzinę lub zrekompensować ją w inny sposób. Dwukrotna zmiana czasu rozstrzeliwuje nasz zegar biologiczny. Przed jakiś czas jesteśmy niewyspani. Zwiększają się też wypadki w pracy i na drogach. Z tego powodu w krajach takich jak Japonia zrezygnowano z tego zabiegu.

 

Unijna zmiana?

W Polsce zegary przestawia się nieprzerwanie od 1983 roku. Wcześniej przez kilka lat próbowano tego pomysłu.
Między innymi w latach 1945-49 i 1957-64. Zegary cofamy o godzinę właśnie w nocy z ostatniej soboty października
na niedzielę. Obowiązuje wtedy czas środkowoeuropejski zimowy (w skrócie środkowoeuropejski, a w ostatnią sobotę marca dodajemy godzinę (czas środkowoeuropejski letni).

 

Niebawem zmiana czasu w całej Unii Europejskiej może przejść do historii. Komisja Europejska rozpoczęła konsultacje społeczne w tej sprawie. Do 16 sierpnia mieliśmy okazję zagłosować za albo przeciw zmianie czasu. O dziwno program cieszył się dość sporym poparciem. Nie tylko zwykłych obywateli, ale także polityków. Zaraz po udostępnieniu ankiety serwery zostały przeciążone. Na przyjęcie postanowienia muszą godzić się Parlament Europejski oraz kraje członkowskie. W Polsce pomysł ten nie wzbudził zbytniego entuzjazmu rządzących, którzy określili, że nad tym nie pracują.

 

Ostatnia zmiana czasu na letni miałaby mieć miejsce 31 marca 2019 roku, a ostatnia cofanie wskazówek
27 października 2019. Marginalne oszczędności energii, problemy z komunikacją i zły wpływ na zdrowie mogą
w końcu przeważyć szalę goryczy i w końcu zrezygnujemy z przestawiania zegarków.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.