Dziennik jesienny

Jesień pojawia się zawsze jakoś nagle, te pierwsze kolorowe liście umykają mojej uwadze, aż nadchodzi dzień,
w którym otwieram oczy i świat jest złoto-brązowy.

ALICJA ZOŃ

 

Dzień 12

Budzą mnie promienie słońca i mam wrażenie, że to wciąż lato, ale termometr twierdzi co innego. To jest czas,
kiedy trzeba podjąć decyzję, czy lepiej ubrać się lżej i trochę zmarznąć o poranku, czy może jednak założyć ten sweter
i gotować się w nim po południu. Idąc ulicą, pocieszam się widokiem ludzi, którzy też nie mogli się zdecydować,
czy jest bardziej ciepło, czy zimno, więc jeśli w którymś momencie dnia będę cierpieć z powodu złego ubioru,
to nie będę w tym cierpieniu sama.

 

Szelest liści miesza się z dźwiękami ulicy, a ja rozważam, do którego miejsca w Krakowie się przejść, skoro wszędzie jest tak ładnie. Jesiennych spacerów nie można odkładać na potem, bo każdy słoneczny dzień może okazać się ostatnim ciepłym dniem tego roku. Uśmiecham się zatem w przestrzeń i staram się zachować w pamięci te drobne momenty zachwytu, by móc je wspominać podczas niepogody.

 

Dzień 15

Kupuję w sklepie składniki na obiad, nie zastanawiając się nad tym zbytnio, bo o tej porze wybór jest jedyny słuszny. Okazuje się, że nie da się kupić czegoś takiego jak mała dynia, jest tylko duża, bardzo duża albo gigant dla całej stołówki. Szukam też grzybów, ale trudno jest znaleźć dobre grzyby w mieście, a do lasu się nie wybiorę, bo nie zamierzam nikogo otruć.

 

Dzień 21

Zanim się obejrzałam, już zapadł zmrok, nie jest łatwo cieszyć się jesiennym dniem, gdy trwa tak krótko.

 

Dzień 28

Mam wrażenie, że złotą jesień zaczyna zastępować jej mroczna siostra. Ostatni liść z klonu przy moim bloku właśnie spadł mi pod nogi. W powietrzu smog miesza się ze smutkiem, a tempo życia jakoś zwalnia, choć obowiązków raczej przybywa. Wieczory z książką, kocykiem i herbatą stają się coraz bardziej interesujące, a deszcz bębniący o szyby odgradza mnie od świata zewnętrznego.

 

Dzień 40

Wszystkie sterty liści zostały zmiecione, a wychodzenie o tej porze bez szalika staje się czynem bardzo nierozsądnym. Na śnieg w Krakowie jeszcze długo trzeba będzie poczekać, ale znicze znikają ze sklepów, a zamiast nich pojawiają się ozdoby świąteczne. To może oznaczać tylko jedno. Nadchodzi zima.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.