14 maja – Dzień Farmaceuty

Przychodzi czteroletni Jasiu do apteki i pyta: Cy to Pan spsedaje tlan?

– Tak – odpowiada aptekarz.

– Ty swinio!

PAWEŁ MIROWSKI

Czy ktokolwiek z Was Czytelnicy wziął sobie do serca poradę z reklamy dowolnego leku bez recepty? “… Skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą…”. Szanuję. Ktokolwiek jutro wybiera się po jakiekolwiek medykamenty do apteki, powinien życzyć aptekarzom spokojnej pracy i podziękować za wytrwałość. Wyboraźmy sobie, jesteśmy za ladą w białym fartuchu. Pełni cierpliwości i uśmiechu czekamy aż przyjdą… klienci.

Mamy tych co są zaraz po wizycie lekarskiej. Aptekarz ma nadzieję, że dostanie receptę wydrukowaną, a nie wypisaną. Mamy już 2018 rok, więc całe szczęście, ten problem zaczyna wymierać. Dalej są seniorzy, którzy lubią porozmawiać o gniotach w krzyżu. Cóż innego im zostaje do opowiadania. Na ławeczce pod blokiem ze swoim pokoleniem to tylko o mankamentach zdrowotnych opowiadają sobie nawzajem i o lekarzach, którzy są be. Żeby tak jakiś wnusio podszedł i pogadał… niestety, zostaje im farmaceuta.

Są jeszcze klienci, którzy nie chodzą do lekarza, tylko do apteki. “I O? JA O WYĄHA?” “No, ma pan czerwone gardło. Ja mogę coś na to dać z miodem, ale proszę pójść z tym do lekarza, bo ta maź w środku rusza się…” “EEEEE, IE – ekhm. Już wszystko wiem. Poproszę te pastylki”. Cóż dodać więcej? Farmaceuta to farmaceuta. On na pewno nie lubi wchodzić w buty lekarza. Mamy jeszcze tych, którzy coś brali, ale nie pamiętają co to było i na co. Wiedzą jak wyglądały te leki i ewentualnie jak smakowały. A teraz Panie aptekarzu, proszę mi wskazać, co to było i ja to wezmę, bo mi smako… znaczy pomagało.

I też jest typ klienta, który zawsze się uśmiechnie, grzecznie przywita, zażartuje, coś weźmie w promocyjnej cenie, odda przeterminowane leki, założy też kartę stałego klienta. Kupi to, co potrzebuje, zapłaci i podziękuje. No, taki klient to skarb. Ale nawet jeśli tacy doskonali nie jesteśmy, to pamiętajmy, że za ladą, również tą aptekarską stoi uprzejmy człowiek. Sam na własne oczy widziałem, jak 10-latek wpadł do apteki z prośbą o pomoc, ponieważ rozwalił sobie łokieć, jadąc na rowerze. Pani aptekarka oczywiście zabandażowała ranę, ale również uspokoiła nieco podenerwowanego chłopca.

Choć nie są lekarzami, również dbają o nasze zdrowie. Zawsze coś doradzą, znajdą tańszy zamiennik, sprzedadzą lek w mniejszej ilości, żeby było taniej, a przecież nie potrzebujemy 500 piguł. Co do tranu… to mama kupowała. Ktoś jeszcze pamięta tran do picia?

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.