Punkt Kulminacyjny – recenzja Avengers: Infinity War

Pamiętacie, jak do kin wchodziła 3 część Władcy Pierścieni? To było mega widowisko. Po piętnastu latach, nowy film wyznaczył nową granicę.

PAWEŁ MIROWSKI

Pierwsza sprawa: to najmroczniejszy film z MCU. Kategoria 13+, podobizny superbohaterów można kupić w sklepie z zabawkami, a tutaj film ocieka agresją i brutalnością. Nie chodzi mi o zwykłe bijatyki. Wszystkie ciosy skierowane w naszych protagonistów wyglądają, jakby były tymi śmiertelnymi. Wszystkie dylematy bohaterów, towarzyszący temu dramatyzm. Takiego filmu fani oczekiwaliby od DCUniverse. A jednak bracia Russo pod okiem Kevina Feige osiągnęli punkt szczytowy wyścigu. Nie wierzę, żeby kiedyś w przyszłości Darkseid byłby bardziej przerażający od Thanosa.

No właśnie –  “Czarny charakter” do niego nie pasuje, jest zbyt delikatnym sfromułowaniem. Jest chodzącą grozą, jednym gigantycznym niebezpieczeństwem dla wszechświata. Z każdym razem, jak się pojawiał, zwyczajnie bałem się o życie superbohaterów. Film jest właściwie o jego drodze do celu. Przypomina nawet antyczną sztukę. Poświęcony Thanosowi czas to pogłębienie jego charakterystyki. Rozumiemy, co nim kieruje, jaki jest jego stosunek do Kamieni Nieskończoności oraz całe życie wewnętrzne.

A nasi Avengersi?

Gigantyczny crossover, który mógł się zawalić. Nie zawalił się. Po pierwsze, konfrontacje superbohaterów, którzy nie widzieli się nigdy wcześniej. Wszystkie się udały. Mieszanka humoru i elektryzujących emocji. Największe oklaski należą się dla duetu Scarlet Witch i Visiona (Olsen i Bettany) oraz trójkąta Star-Lord – Gamora – Thanos (Pratt, Saldana, Brolin).

Nie jest to jednak film doskonały. Kilka motywów wydaje się płytkich, niepotrzebnych lub po prostu, scenarzyści nie mieli pomysłu i potraktowali je po macoszemu. Ponadto Infinity War jest względnie krótki. Wiele scen wycięto, a momentami bracia nie pozwalają widzom nacieszyć się ujęciami. Wróćmy jeszcze do mrocznego akordu. Wcześniej w kinach pojawił się Spider-Man, Strażnicy vol.2 oraz Thor: Ragnarok, który był najbardziej wypełniony humorem. Ten sam humor Russo próbują wepchnąć na ekrany. W efekcie otrzymujemy drażniący dysonans.

Z materii filmowej…

Cóż, scenariusz ogółem jednak jest niezwykle solidny i znakomity. Zdjęcia – Trent Opaloch miał kilka świetnych momentów, ale ze względu na widowiskowy charakter filmu, nie mógł się specjalnie wykazać. Infinity War jest jak dotąd najdroższą produkcją w historii (nie ma dokładnej cyfry, ale wszędzie szepczą o miliardzie dolarów, gdzie połowa tego poszła na samą promocję). I wytwórnia i fani wymagali spektakularnego widowiska. Obie strony dostały to.

Powrót Króla zdobył 11 Oscarów, jako 3 film w historii. Był przełomowym w historii Hollywoodu. Nie sądzę, żeby Avengers 3 zdobyli więcej niż 5 nominacji, ale ten film również zapisze się na kartach kroniki. To nowa forma rozrywki. Nie ma tutaj epickiej bitwy, ale są indywidualne historie. Poziom heroicznej walki zmienił się i epoka honorowych rycerzy przeminęła. Teraz jest epoka superbohaterów, którzy walczą, bo trzeba walczyć i wziąć odpowiedzialność na siebie. 10 lat śledzenia ich przygód, a teraz gra toczy się o najwyższą stawkę. Jesteśmy wręcz wchłonięci w ten film. To nie jest przyjemność ale poczucie, że łączy coś nas z tymi wydarzeniami na ekranie. Niewiele filmów wpływa tak na ludzi.

Co jest najgorszą myślą? To, że kolejne filmy Marvela nie będą dla nas tak ekscytujące. Avengers – Infinity War przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i nie potrafię sobie wyobrazić, lepszego filmu z gatunku kina superbohaterskiego.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.