Tłusty czwartek

Dzisiaj bez (większych) wyrzutów można objadać się smacznymi tworami cukierniczymi.  Pączki i faworki królują w sklepach i w kuchni, lecz skąd się wziął ten zwyczaj?

ADRIANNA ORZECHOWSKA

„Tłusty dzień”  obchodzili już Rzymianie, ale to z Krakowem związana jest średniowieczna legenda, która przedstawia narodziny tego święta w Polsce. Związana jest ona z krakowskim burmistrzem o nazwisku Combr. Był ponoć bardzo okrutny, a najbardziej upodobał sobie kobiety handlujące na rynku.

 

Na wieść o jego śmierci tak się ucieszyły, że razem zorganizowały ucztę z tańcami. Zaczepiały przy tym przechodzących przez rynek mężczyzn, zmuszając ich do tańca i oddawania wierzchnich ubrań – za wszystkie te krzywdy, które doznały przez Combra. W każdą rocznicę jego śmierci (w czwartek przed Środą Popielcową) zdecydowały się bawić i święto to nazwano babskim combrem  (podobno do dzisiaj nazwa ta funkcjonuje gdzieś na południu Polski).

 

Nie wiadomo czy Combr istniał naprawdę, ale zajadanie się kaloriami w Tłusty Czwartek jest jak najbardziej prawdziwe. I czy to ważne, że jest to pamiątka po śmierci okrutnika? Każdy powód dobry! Teraz Tłusty Czwartek jest po prostu ostatnim czwartkiem karnawału, więc przed początkiem okresu postnego można sobie pofolgować w jedzeniu. W tym dniu, w Polsce, charakterystyczne są kolejki do cukierni po specjał, jakim jest pączek. I to nie jeden! Według statystyk Polak je średnio aż 4,5 pączka. Co czyni nas prawdziwymi „pączkożercami”.

 

Mimo że każdy pączek to bomba kaloryczna i zdecydowanie nie powinno się przesadzić z obżarstwem, to zjedzenie choć jednego, zgodnie z przesądem,  może przynieść pomyślność na najbliższy rok! Tak więc: smacznego!

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.