„Plan B”: dramat i komedia? – recenzja

W okresie walentynkowym repertuar kin zalewa się filmami romantycznymi, w których prym wiodą komedie. Jako jedna z nich reklamowany jest „Plan B” Kingi Dębskiej. Film niebanalny, czy może być zaliczany do tej kategorii?

ADRIANNA ORZECHOWSKA

Oglądamy historię czterech osób, których życie rozsypuje się zaraz przed świętem Walentego. Oficjalny opis spłyca tematykę, mówiąc o „nieoczekiwanych sytuacjach, prowadzących do zaskakujących rozwiązań”. Może i nie mija się to z prawdą, ale nie przedstawia jej całkowicie. Bo te sytuacje to po prostu dramaty, a rozwiązanie ich wcale nie jest łatwe.

 

W filmie zagrali Kinga Preis, Edyta Olszówka, Roma Gąsiorowska i Marcin Dorociński, którzy doskonale oddają gamę emocji, nie tylko mimicznie. Osobiście ujęła mnie scena z Olszówką, gdzie jej bohaterka przeżywa załamanie w cudzym mieszkaniu. Nagła ekspresja rozpaczy chwyta za serce i pokazuje jak wcześniej tłumione emocje czekają na wybuch. Pokazanie tego jest, moim zdaniem, jednym z wielkich plusów tego filmu. Kamera pokazuje nam całą sylwetkę naszych bohaterów, dzięki czemu możemy doskonale przyjrzeć się każdej emocji.

 

Historie bohaterów nie są wyraźnie zarysowane, ale można to potraktować jako zabieg celowy. W ten sposób stwarza się większe pole do własnej interpretacji. Porzucenie przez męża, tragiczna śmierć kogoś najbliższego, troska o ojca, osamotnienie i ostracyzm społeczeństwa to sytuacje, z którymi widz może się utożsamiać.

 

Minusem jest to, że fabuła szybko się wyjaśnia. Zaraz po momencie kulminacyjnym, pojawia się chwila, w której widz może odetchnąć z ulgą. Historie opowiedziane są skrótowo i pozostawiają po sobie niedosyt. Nie przekreśla to jednak głębokości uczuć, jakich możemy doświadczyć. Dotychczasowy opis filmu może świadczyć o tym, że jest smutną produkcją, jednak atmosferę rozładowuje liczny komizm – w większości słowny, przeplatany zabawnymi sytuacjami. Dlatego jest to komedia, ale na pewno nie romantyczna. Choć miłości w nim nie brakuje- do kochanka, ojca, dziecka, pupila…

 

Według mnie nie jest to kolejna komedia romantyczna dla mas, a reklamowanie jej jako takiej jest chyba jedynie chwytem marketingowym. To film przedstawiający codzienne ludzkie dramaty, które mogą  spotkać każdego z nas. Ważne, choć według niektórych bardzo banalne, jest przesłanie filmu.

 

Mimo momentów w życiu, które całkiem zmieniają jego bieg, „(…) zawsze jest jakiś plan b”, a tę puentę uwypukla piosenka Wojciecha Młynarskiego w wersji Darii Zawiałow „Jeszcze w zielone gramy”. Produkcja daje nadzieje na poradzenie sobie z nieszczęściem i podnosi na duchu. Nie kończy się „żyli długo i szczęśliwie”, lecz zwyczajnie „żyli”. Film Jest warta obejrzenia, ale raczej nie na randce w Walentynki.

 

zdjęcie: fotos z filmu, Marcin Dorociński

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.