Wrażenia po Trombone Shorty & Orleans Avenue – relacja z koncertu

Byliście kiedyś na koncercie jazzowym? Ja nie- aż do 8 listopada. W sumie nawet nie powinnam się na nim pojawić, ale  byłam … i nie żałuję!

ADRIANNA ORZECHOWSKA

Tamtego dnia nasze miasto odwiedziła formacja Trombone Shorty & Avenue Orleans w centrum kongresowym ICE. Trombone Shorty, a właściwie Troy Michael Andrews to bardzo popularny, choć może jeszcze nie w Polsce, artysta amerykański poruszający się w muzyce soul, funk, hip hop, jazz, blues, pop – czyli R&B. W przeszłości współpracował z wieloma gwiazdami z m.in. Lenny Kravitzem, Usher, U2 oraz Green Day. Do Polski przybył wraz ze swoim zespołem Orleans Avenue (Mike Ballard- bas, Dan Oestreicher- saksofon barytonowy, Bernard “BK” Jackson- saksofon tenorowy, Pete Murano- gitara, Joey Peebles- perkusja).

 

Ach, ta muzyka

To było moje pierwsze doświadczenie z nimi. Kiedy weszli na scenę (najpierw zespół, a później frontman) myślałam, że to będzie coś w stylu posiedzenia na wygodnym, kongresowym krześle, posłuchania parędziesiąt minut gry na trąbce i do widzenia. Byłam w błędzie. Po pierwszych melodiach rozpłynęłam się, a noga drgała mi do każdej nuty. Po wprowadzającym popisie wokalnym Troya, byłam pewna, że mogę za niego wyjść za mąż.

 

Jak czytamy na ulotce promocyjnej „w kapitalny sposób łączą tradycyjną muzykę Nowego Orleanu z nowoczesnymi stylami.” Dało się to usłyszeć. Zespół promował utwory z najnowszej płyty Parking Lot Symphony wydanej dla wytwórni Blue Note Records. Takie utwory jak Here come the girls, Where it at?, It ain’t no use bardzo szybko wpadały w ucho, a dowodem na to, jak porywały do tańca była starsza pani siedząca blisko mnie. Bawiła się jak nastolatka na koncercie swojego idola. Co ciekawe, nie tylko ja zwróciłam na nią uwagę, ale także Troy we własnej osobie.  Myślę, że można było ponieść się atmosferze, przede wszystkim, gdy Shorty i BK Jackson zeszli ze sceny, po prostu wtopili się w widownię i stamtąd grali utwór.

 

A gdzie bębny?

Najlepiej zakodowany moment? Kiedy artyści grali na instrumentach … leżąc na ziemi. Ten popisowy numer wykonali obaj saksofoniści. Z resztą od początku byli zgranym duetem, a ich sceniczne ruchy i zsynchronizowane choreografie chwyciły mnie za serce.

We wszystkich chyba wzbudził prawdziwy podziw popis lidera, gdy grał 3 minuty na trąbce na tej samej wysokości.  Ujęło mnie także jego powtarzane kilka razy podczas występu „dziekuje”. Miło mi było, usłyszeć to słowo.

Nie mam im nic do zarzucenia. No, może jedną rzecz. A właściwie jej brak. Shorty oddawał parę minut każdemu z członków zespołu i mogliśmy wysłuchać solówek prawie każdego…. oprócz perkusisty. Niestety, nie doczekałam się tego.

 

 

Wydarzenie zakończone było oczywiście bisem, podczas którego artyści ponownie zagrali Where it at? i rzucali ze sceny ręcznikami oraz czymś na kształt medali, ale nadal nie wiem co to było (i chyba się już nie dowiem). Grupa i jej występ zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Widać było, że są zżyci, a muzyka wręcz ich przepełnia. Koncert uważam za jeden z lepszych w ostatnim czasie. Tego nie można do końca opisać, to trzeba było zobaczyć.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.