Sam filmu nie uratujesz – recenzja Justice League

O ile, teoretycznie, z każdą kolejną produkcją, twórcy kina komiksowego starają się dopracować wszystkie szczegóły, zadbać o efekty, muzykę i rozmach zmieszany z humorem, to wciąż trafiają nam się te mniej chlubne ekranizacje. Jedne nazywamy genialnymi, a inne zupełnym kiczem. A jaka jest nowa Liga Sprawiedliwości?

MICHALINA KRZEMIEŃ

Pierwsze co mogę, a nawet muszę powiedzieć, to że pozytywnie się zaskoczyłam. Po ostatnich mieszanych uczuciach, co do filmów z uniwersum DC, szłam do kina z lekką obawą, że cały film będę myśleć, jak mogłam lepiej wydać te pieniądze. Nie myślałam tak jednak nawet przez chwilę, a momentami zdarzało mi się nawet nie odrywać oczu od ekranu.

DC to nie Marvel

Nie dostałam wprawdzie tego, czym ostatnio uraczył nas Thor: Ragnarok, ale przecież błędem jest porównywanie uniwersów. To inni bohaterowie, inny klimat i inne historie. Film momentami wygląda jak zupełnie, nie mający związku z kosmicznymi inwazjami czy nadprzyrodzonymi mocami. Bohaterowie są ludzcy, różnią się od siebie, choć motywacją, jak zwykle, jest ratowanie świata. Ich codzienne oblicza są jednak tak samo, a może i lepiej dopracowane niż wersje „w masce”, na czym film zdecydowanie zyskuje.

Dream Team

Po pierwszej sekwencji scen z Batmanem w roli głównej, trochę źle się nastawiłam. Postać grana przez Bena Afflecka zdaje się być momentami trochę ociężała i powolna, przez to jego walka nie jest tak dynamiczna, jakbyśmy mogli tego oczekiwać. Początek w ogóle jest trochę smutny, bo świat po śmierci Supermana jest pozbawiony sensu i nadziei.

Zaraz jednak do akcji wkraczają nowi bohaterowie, co zdecydowanie przyspiesza fabułę. I tak kolejno prezentują się nam Wonder Woman (Gal Gadot), Arthur Curry, czyli Aquaman (Jason Momoa), Flash (Ezra Miller) oraz wprowadzony w znacznie bardziej osobnym wątku Cyborg (Ray Fisher). Ten ostatni zasługiwał moim zdaniem na lepsze rozwinięcie postaci, na co liczę w przyszłych produkcjach.

Liga zyskuje według mnie na nowych postaciach. Jak wszędzie głoszą napisy na plakatach „sam świata nie uratujesz” i w tym przypadku zebrana przez Batmana ekipa ratuje nie tylko świat, ale i cały film. Flash jest bardzo humorystycznym akcentem, przełamaniem przygnębienia i powagi, Aquaman mimo swoich mitologicznych korzeni jest ludzki i nadaje się na idealny duet z Wonder Woman. Zaskakujące i dynamiczne są też sceny walki – sekwencje w niesamowicie ukazanych lokacjach, czy pięć minut Flasha w slow-motion, które stanowią miły smaczek.

Film nie jest oczywiście idealny. Trochę zawiedzie się ktoś, spodziewający się ogromu kolorów i porywającej muzyki, ale jak już mówiłam, to zupełnie inny świat niż MCU. Wciąż nie umiem się też przekonać do Batmana Afflecka, jest zbyt wolny do czasem sztucznych walk.

Idziemy, siadamy, oglądamy, do końca

Nowy film Zacka Snydera warto jednak zobaczyć na dużym ekranie. Nie tylko dla dość dobrych efektów i fabuły, która, mimo iż powtarza już utarte w komiksach schematy, nie dłuży się przesadnie. Liga Sprawiedliwości jest też po prostu dobrym filmem akcji, a połączenie tak odmiennych bohaterów i zmuszenie ich do współpracy, tworzy uzupełniającą się grę kontrastów i wychodzących z czasem podobieństw. No i oczywiście ostatnim smaczkiem są dwie sceny po napisach, na które moim zdaniem, warto poczekać do samego końca.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.