Leave Janusz alone!

Od jakiegoś czasu w polskich internetach królują portrety nosaczy sundajskich, wyśmiewające rozmaite rodzime przywary. Janusz i Grażyna jako przedstawiciele przeciętnego polskiego małżeństwa wywołują na twarzach niejednego internauty wybuch śmiechu. Czym sobie na to zasłużyli?

MATEUSZ ZIMNY

Adam Mickiewicz, wymyślając imię dla tytułowej bohaterki swojego poematu dwieście lat temu, nigdy pewnie nie przypuszczał, że wywodząca się od litewskiego określenia piękna „Grażyna”, stanie się pośmiewiskiem wśród młodzieży XXI wieku. Nasi rodacy żyjący wieki temu, nie byliby w stanie odpowiedzieć na pytanie, co sprawiło, że imię „Janusz”, funkcjonujące niegdyś jako powszechne zdrobnienie „Jana”, stało się istną karykaturą w odróżnieniu do jego pierwotnej formy, której ten wątpliwy zaszczyt nie spotkał.

 

Imiona coś znaczą

 

Oba imiona przeżywały swój złoty wiek w czasach, kiedy nasi rodzice, dziadkowie, a nawet jeszcze kilka pokoleń wstecz stawiało swoje pierwsze kroki i wrzeszczało nocą w drewnianej kołysce. Z ich pokolenia pojawiła się niemała grupka Januszków i Grażynek. Nietrudno zatem wśród nich znaleźć osoby przejawiające cechy charakteru, uchodzące w internetowych kręgach za warte „pośmieszkowania”. Czyżby popularne imię może przynieść za kilka lat niesławę w postaci niepożądanego wykorzystania personaliów w podwórkowych dowcipach? A może to kwestia pochodzenia imienia?

 

Zagraniczny rodowód też nie jest w stanie zapewnić immunitetu. Pochodzący z języka greckiego „Sebastian” w żadnym innym kraju na kuli ziemskiej nie osiągnął takiego majstersztyku w memiczności jak w Polsce. Teutońska „Karina” również nie pozostaje w tyle. Również one nie ukryły się przed brutalną polską mentalnością. Zbezczeszczone i wyzute z majestatu stały się symbolem miejskich szarych blokowisk i wiejskich remiz. To nic, że Bach wypruwał sobie żyły, by zapisać swoje imię na kartach historii muzyki klasycznej. Nam i tak już zawsze Sebastian będzie się kojarzył przede wszystkim z muzyką ulicy lub w wersji 2.0 – z pociesznym nurtem disco polo.

 

„Maj nejm iz…”

 

Według tego, co się dzieje w licznych sekcjach komentarzy, powyższe przykłady to jeszcze nic w porównaniu do imion z metką „Made in USA”. Pewnie niektórzy z nas pamiętają Fabienne i Xaviera Wiśniewskich, potomstwo czerwonowłosego lidera Ich Troje. Co to w ogóle za egzotyczne imiona?! Jaki to był dla nas szok kulturowy! Dla rodzącej się w naszych czasach Dżesiki, Brajana i Nikoli to już nawet nie ma litości, bo spolszczanie „amerykańsko brzmiących” imion wydaje się być już ósmym grzechem głównym w mniemaniu naszej internetowej loży szyderców.

 

Niejeden z Was z politowaniem zada pytanie – kto tak krzywdzi dzieci, nadając im takie, a nie inne imiona? Ja zapytam raczej, kto ma prawo krzywdzić te dzieci, pozwalając sobie na wyśmiewanie ich tylko ze względu na na imię? Język polski się zmienia. Imiona nie raz na łamach historii były adaptowane do naszego rodzimego języka i dziś już funkcjonują jako zupełnie pospolite. Gdyby nie ta ewolucja, nadal wszyscy nosilibyśmy imiona typowo słowiańskie, nawet takie, które już dawno wyszły z użytku. Na ulicy mijalibyśmy nastoletnie Wyszeniegi i Cirzpibogów. Ciekawie, prawda?

 

Seba dla kumpli, Sebastian dla przyjaciół

 

Państwo Janusz i Grażyna, ich dzieci Sebastian i Karyna oraz wnuki – Dżesika i Brajan stali się istnymi kozłami ofiarnymi w tej grze przypadku. Tego piętna w postaci bezwarunkowych uśmiechów jeszcze długo się nie pozbędą, ale grunt to dystans do wszystkiego, co przynosi nam wszechmogąca sieć Web. Pamiętajmy, że w każdym imieniu drzemie odrębna historia i związane z nią ukryte piękno, a przede wszystkim kryje się pod nim niepowtarzalna osoba. Na deser, pozwolę sobie jeszcze zamieścić taki drobny apel do szanownych „śmieszków z Internetów” – postarajcie się czasami popatrzeć na ludzi jak na ludzi, a nie chodzące po ulicach Waszego miasta memy.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.