Rozmowa z Olgą Kuczyńską – ,,Życie Stewardessy”

„…ja to życie opisuję na blogu, zbieram wspomnienia i przekazuje własne emocje., doświadczenia. Wtedy, gdy to czytam, przeglądam fotografie, zaczynam to bardziej analizować i łatwiej mi przekazać myśli na blogu…”

Z OLGĄ ROZMAWIAŁA: EDYTA BANAŚ

Latanie to Twoja wielka pasja, od trzech lat jesteś Stewardessą, byłaś w europejskich i arabskich liniach lotniczych, wiem, że poważnie interesujesz się też pilotażem, czy tak maluje się przyszłość? Zawsze w powietrzu?

Tak, jest to kolejny etap pod kątem nauki, zaczęłam kurs i mam nadzieję, że go skończę. Rozwijam się, zdobywam doświadczenie, ale na ten moment jest to kolejna pasja.

 

Plusy i minusy bycia Stewardessą?

Święta poza domem- pierwszy, ogromny minus. Do całej reszty można się przyzwyczaić. Nie jest to proste, wiadomo, nieregularny tryb życia, narażenie na przeróżne choroby – samolot jest jedną wielką puszką, gdzie baterie rozprzestrzeniają się z prędkością światła a my spędzamy tam mnóstwo czasu,  do tego stres, który jest spowodowany presją czy zachowaniem pasażerów, zmiany stref czasowych i klimatycznych.

 

W swoich wypowiedziach często podkreślasz silne zdeterminowanie by osiągnąć cel, udało  się to,  nie miałaś jednak momentów zwątpienia ? Wiele osób przekonałaś do swojej wizji przyszłości, kibicowano Ci.

Zaliczyłam kilka porażek, każda przegrana rekrutacja czegoś mnie nauczyła i motywowała do dalszej pracy, chciałam próbować jeszcze i jeszcze. Wyciągnęłam wnioski i kontynuowałam dalsze aplikowanie do linii.

 

Rodzina i bliscy zawsze Cię wspierali?

Tak, moja mama nigdy nie była przekonania, że koniecznie muszę iść na studia po szkole średniej, bo to jest powszechne, normalne i każdy tak robi.  Wiedziała, że to, co sobie zaplanuję, zostanie zrealizowane.  Poza Tym jestem dorosła i sama decyduję o swoim życiu.

 

Jednak Stewardessa to nie jest typowy zawód koleżanki z podwórka czy córki, nie miałaś problemu z opinią otoczenia, w jaki sposób podchodzili do Twoich marzeń?

Nie miałam wśród znajomych Stewardes, więc w pierwszym momencie wszyscy mówili takie ,,yyy, no co ty przestań”, albo ,,pewnie Ci się nie uda”. Dlatego nabrałam dystans do tego.  Moja nauczycielka angielskiego w szkole średniej również mnie wyśmiała, stwierdzając, że Stewardessa musi znać nie wiadomo ile języków, a już na pewno mieć perfekcyjnie opanowany angielski, którego nigdy nie miałam. Zresztą nie istnieje coś takiego jak perfekcyjny angielski, można mówić biegle, ale i tak ciągle popełnia się błędy. Nie była pedagogiem, który motywował. Ze znajomymi było różnie, ale w pewnym momencie, gdy widzieli moje postępy uwierzyli w to.

 

,,Szkoła Stewardes”– szablonowy film, dzięki któremu o tym zawodzie zamarzyły młode dziewczyny. Ty również? To był początek?

Jasne, w jakimś okresie pojawił się ten film i był często odtwarzany również przeze mnie. Utożsamiałam się z główną bohaterką. Zaczynałam od tanich linii lotniczych i w pewnym momencie udało się dostać do prestiżowych.

 

I wtedy się zaczęło. Przeszłaś kurs przygotowawczy, który trwał 1,5 miesiąca. Co było w  nim najtrudniejsze?

Jest bardzo intensywny, trzeba nabywać wiedzę bardzo szybko. Trwa 6 tygodni i nikt nie patrzy na to, czy zdążysz czy nie.  Egzamin za egzaminem, są poprawki, ale w takim tempie ciężko to pogodzić.  Nie zdasz – linia rezygnuje z Ciebie.

 

Jak sobie radziłyście z innymi dziewczynami? Nie miałyście zapewnionego zakwaterowania ani tak właściwie żadnej pomocy.

We Włoszech wynajmowałyśmy z dziewczynami z Polski mieszkanie, chodziłyśmy wspólnie na szkolenie, codziennie 40 minut w jedną stronę, ponieważ wtedy trzeba było jeszcze zaciskać pasa i oszczędzałyśmy na transporcie, ale pogoda i tak była ładna, więc nie wspominam tego źle.  Nikt nie płaci za szkolenie a w każdej chwili można było odpaść.

 

Zwiedzasz miasta do których masz loty?

Zależy, teraz mam dużo zobowiązań, więc staram się też skupiać na innych projektach, ale jak najbardziej. Jeśli jestem w nowym miejscu, to staram się zobaczyć to, co ciekawe i niewidoczne na naszych ekranach.

 

Nie boisz się, że widząc np. slumsy nie dasz rady? Załamiesz się, idąc tam kolejny raz, że sobie z tym po prostu psychicznie nie poradzisz?

Fakt, jestem osobą wrażliwą, aczkolwiek takie rzeczy mnie uczą. Jestem ciekawa, jak Ci ludzie sobie radzą. Jak jestem na miejscu też wszystko mnie szokuje, nie otrzymuję skrajnych emocji, bo na to mam czas później – na załamanie się, przyswojenie tego co zobaczyłam. Gdy wracam, układam w to głowie i widzę, jaka różnica jest między naszymi problemami a ich. U nas nawet gdy nie jest się bogatym, to jakoś sobie radzisz, natomiast tam… Albo masz pieniądze i żyjesz w świecie pełnym bogactw albo ich nie masz i nie jesteś w stanie nawet mieć co jeść. Mumbaj to jest takie miasto marzeń, Bollywoodu, stąd tyle slumsów – ludzie myśleli, że spełnią marzenia, jakoś to będzie, a okazało się, że lepiej byłoby nie zmieniać miejsca zamieszkania.

 

Jeśli wychodzisz w teren zabierasz aparat, uwieczniasz chwile.

Fakt, ja to życie opisuję na blogu, zbieram wspomnienia i przekazuje własne emocje., doświadczenia. Wtedy, gdy to czytam, przeglądam fotografie, zaczynam to bardziej analizować i łatwiej mi przekazać myśli na blogu.

 

W Twoim życiu pojawiła się dzięki podróżom też nowa osoba, Pooja, dlaczego ona?

Spotkałam ją i moją uwagę zwróciły jej oczy, piękne niebieskie, natomiast ujęło mnie to, że nie słyszy i jest w takich warunkach, nic nie rozumie – ma dodatkowe utrudnienie, żeby tam mieszkać. W jej sąsiedztwie spotkałam drugą dziewczynę, która również nie słyszy, więc postanowiłam wysłać je obie do szkoły. Natomiast nie jest to łatwe zadanie. Spotykają się dwa różne światy, nasze priorytety są zupełnie inne niż tych ludzi, zresztą oni nie mają priorytetów, żyją z dnia na dzień, czasem zdobędą pieniądze na drobnych pracach, ale z reguły nie mają ich w ogóle i kombinują jak przeżyć. Dlatego tak bardzo skupiam się na pomocy i dążę do tego by Pooja zamieszkała w Polsce – jej też ta wizja bardzo się podoba, a to dla mnie najważniejsze.

 

Masz takie linie do których zmierzasz?

Nie, marzyłam zawsze o arabskich i to się spełniło.

 

Najgorsze z wymogów, jakie stawiane są przed Stewardessami. Było coś szczególnego, do czego ciężko było Ci przywyknąć?

Nie ma ciężkich wymogów, gorsze jest to, że ciągle żyjemy na walizce, zmiany czasowe a jednak trzeba się wyspać i wyglądać idealnie na kolejnym locie. W biegu zapominam czasami o szmince i to mnie denerwuje, że ona musi być.

 

Miasto lub kraj, w którym jeszcze nie byłaś a bardzo chciałabyś je zwiedzić. Jaki lot byłby spełnieniem marzeń?

Na pewno chciałabym zobaczyć Papuę, wszystkie takie miejsca gdzie są plemiona. Mają coś w sobie, nie ma tam całej sfery komercyjnej. Te plemiona są oryginalne i nieprzewidywalne.

 

Z perspektywy czasu zrobiłabyś wszystko dokładnie tak samo? Cieszysz się z cięższych etapów jakie pojawiły się na całej tej drodze?

Jasne, wszystko mnie czegoś nauczyło. Samozaparcia, pewności siebie- pojawiło się wiele nowych cech charakteru. Nie zmienia się wrażliwość, zresztą jestem typowym Rakiem, więc lubię się rozkleić.

 

Co dostaną w kolejnych miesiącach czytelnicy bloga?

To co będzie się dziać  na bieżąco.

 

Ale wspominałaś o projektach.

Tak w tym momencie zaplanowana jest książka, a wszystkie inne projekty zostaną opublikowane też już niedługo. Głównie skupiają się teraz na sprowadzeniu Pooji.

 

W takim razie życzę powodzenia i z niecierpliwością będziemy wypatrywać pojawiających się sukcesów.

 

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.