Hip-hop – szara eminencja okiem zielonego słuchacza

Słuchasz hip-hopu? Na pewno golisz głowę na łyso i chodzisz w za dużym o dwa rozmiary dresowym outficie. Ludziom niekiedy wystarczy powiedzieć jakiego gatunku muzyki słuchasz, a od razu wyrobią sobie o Tobie opinię. W większości przypadków będzie ona niezgodna z prawdą.

MATEUSZ ZIMNY

Hip-hip – gatunek, który w polskiej muzyce nie należy do tandety,  ale nie jest też na ogół doceniany przez amatorów tzw. „dobrej muzyki”. Jego kondycja jest powszechnie uważaną za lichą. Przeciętny Kowalski, słysząc nazwy „hip-hop” czy „rap”, zazwyczaj robi kwaśną minę. Zakorzeniany w nim przez lata stereotyp owego gatunku skutecznie odegrał swoją rolę. Taki człowiek niechętnie sięgnie po płytę hip-hopową, nawet po to, aby poddać ją próbie własnego smaku. Nie, on już wie o niej wszystko i koniec dyskusji!

Ja pamiętam…

Gdy byłem jeszcze niewinnym dziecięciem, hip-hop kojarzył mi się jedynie z żonglowaniem dosyć sporą ilością wulgaryzmów. Tę muzykę znam jedynie z głośników podłączonych do komputera mojego brata, który w pewnym okresie swojego życia, jak większość jego kolegów, zasłuchał się w kolesiach nawijających przy akompaniamencie bitu zrobionego przez dobrych „ziomków” z osiedla w przerwie pomiędzy „rżnięciem w gałę” z kumplami, a polerowaniem swojego ortalionu. Sam jeszcze do niedawna dobrowolnie nie przesłuchałem ani jednego utworu. Powiecie – zwykła ignorancja?! Mea culpa.

Na kartach historii

Początki tak zwanej „muzyki blokowisk”  datowane są na lata 80. i 90. XX wieku, kiedy to raczkujący hip-hop w pampersach zawitał na szare postkomunistyczne osiedla. Fascynacja gatunkiem wynikała z tego, iż nie wymagała ona posiadania wymagającego sprzętu. Po dziś dzień to przede wszystkim tekst, nie muzyka definiuje wartość hip-hopu. Rap, czyli sztuka wypowiadania  rymowanych tekstów w konkretnym rytmie, wymaga nie lada umiejętności takich jak dykcja czy kontrola oddechu. Na podziw zasługuje fakt, iż autorami rapowanych tekstów są sami wykonawcy. Raperzy to mistrzowie słowa, którzy do powiedzenia mają wiele i nie bawią się w owijanie w bawełnę. W początkowym stadium swojego rozwoju, choć także aktualnie, polski hip-hop odznaczał się generalnie dosyć sporą dawką „rzucania mięsem” (jeżeli jesteś „wege”, odradzam kontakt).

Prawda

Muzyka hip-hopowa była dla ludzi rzeczywistości po-PRL-owskiej swoistym kanałem, który pomagał w ekspresji własnych emocji, wyrażaniu niezadowolenia wobec otaczającej rzeczywistości. Życie samo w sobie było szare i brutalne, rap jedynie odbijał je w sobie jak lustro. Nie było miejsca na kłamstwo i koloryzowanie. To nie była tylko muzyka, ale również styl życia i patrzenia na rzeczywistość. Przejawem przynależności do tego „ruchu” był ówczesny dres inspirowany nowojorskim Bronksem i zaadoptowany do realiów biednych polskich blokowisk, który poniekąd do dziś odciska się piętnem na sposobie ubierania artystów i amatorów tej kultury, jednak sukcesywnie zanika.

Ewolucja

Obecnie powoli odchodzi się od tego pierwotnego zarysu gatunku. Tak jak i hip-hopowy dress code,  który stał się znacznie bardziej liberalny, tak i sama muzyka wyewoluowała. Artyści coraz chętniej eksperymentują, sięgając po inne gatunki muzyczne, uciekają w oryginalność, ich teksty są coraz bardziej poetyckie i abstrakcyjne, choć nadal prawdziwe i dosadne, a przede wszystkim przystępniejsze dla ucha. Potęga hip-hopu w dzisiejszych czasach to przede wszystkim YouTube. Tego gatunku próżno szukać w popularnych rozgłośniach radiowych czy w telewizyjnych kanałach muzycznych. To encyklopedyczny przykład muzycznego „podziemia”, które z drugiej strony tym „podziemiem” niezręcznie nazwać.

Słuchanie muzyki hip-hopowej nieczęsto idzie w parze z utożsamieniem się z całą historią i kulturą tego gatunku. Mamy bowiem coraz silniejszą potrzebę zaznaczenia własnej indywidualności i zachowania pewnego dystansu do tego, czego słuchamy. Z drugiej strony, hip-hopowi w dzisiejszych czasach naprawdę jest coraz dalej od rdzennej brutalności i epatowania wulgaryzmami.

Rap na Juwenaliach 2017

Na tegorocznych juwenaliach będziemy mieli okazję gościć dosyć sporą liczbę przedstawicieli tego gatunku. Wśród potwierdzonych na tę chwilę nazwisk znajdują się m. in. Kękę, Ten Typ Mes oraz Łona, Webber & The Pimps. Każda z tych postaci wnosi do polskiego hip-hopu coś innego. Pierwszy z nich to jeszcze przedstawiciel starej, dobrej szkoły odznaczającej się prostym językiem i podwórkowym anturażem. Kękę to raper po metamorfozie – z młodocianego hedonisty ewoluował w mężczyznę z wartościami, stawiającego czoła swoim demonom. Ten Typ Mes to już z kolei propozycja dla nieco wrażliwszych uszu. Lubi eksperymentować, czerpać ze stylistyk innych gatunków, spełniać wymagania wybrednej widowni, a dzięki temu, jak sam przyznaje, iść do przodu. Trzecia propozycja to przedstawiciele tzw. rapu „inteligenckiego”. Łona, prawnik z wykształcenia, wykazuje w swojej twórczości dość znaczną dbałość o poprawność słowa, jego twórczość to przede wszystkim odejście od standardowych dla gatunku tematów oraz uniwersalne teksty.

 

Jeżeli tak jak ja do tej pory byłeś zielony w stosunku do polskiego rapu, może jednak w tym roku dasz się przekonać muzyce, której przez całe życie pokazywałeś czerwone światło. Juwenalia to doskonała okazja, by spróbować czegoś nowego, poszerzać swoje muzyczne horyzonty. A jeżeli nawet nie przekona cię muzyka, to z pewnością nie będziesz żałować – w tak wspaniałym towarzystwie nawet Bracia Figo Fagot brzmią pierwszorzędnie.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.