Pomaganie to nie startup

Mateusz Chmiel i Wojciech Burzyński wygrali konkurs Henkela, dzięki któremu stworzą nowatorskie szachy dla osób niewidomych. O całym przedsięwzięciu, planach, realizacji i mediach z Mateuszem rozmawiają Paweł Kastelik i Adam Stamirski.

Przede wszystkim gratuluję zwycięstwa. Mama jest pewnie dumna z takiego zdolnego syna?

Śmieje się, że syn jeszcze nic nie zrobił, a taką sławę zyskał na AGH. (śmiech)

 

W ilu artykułach ukazała się wzmianka o twoich szachach?

Wydaje mi się, że trochę tego jest. Nie liczyłem, ale chyba sporo. Nawet wczoraj rozmawiałem z gazetą dla osób niepełnosprawnych. Jakieś zainteresowanie jest, ale nie przesadzajmy.

 

Ale ile? Dwadzieścia wywiadów udzieliłeś na pewno.

Nie, nie. Myślę że koło 15, wliczając w to telewizję.

 

Zakładam, że pewnie to były tak zwane śniadaniówki?

Tak – mieliśmy zaproszenie do śniadaniówki, do Warszawy, ale terminowo nie mogliśmy się zgadać.

 

Rozumiem, a teraz najbardziej oklepane pytanie jakie można zadać: skąd pomysł?

Chciałem stworzyć unikatowe szachy – takie z oryginalnymi kształtami, których nigdzie nie ma. Siadłem do Solidworks – zaprojektowałem i wydrukowałem. Udało się nimi wygrać majową konferencję naukową na Wydziale Odlewnictwa. Później, gdy grałem ze znajomymi, nagle mnie natchnęło – co z niewidomymi? Przejrzałem Internet i znalazłem szachy dla niewidomych, ale wyglądały, że tak to ujmę – średniowiecznie. W planszy są otwory na wypustki z pionków i to cały mechanizm, który zapobiega wywracaniu się gdy niewidomy sprawdza dłońmi sytuację na planszy. A to w czasie gry, zajmuje bardzo dużo czasu. Zostaje zaburzona nawet płynność gry. I sobie myślę, że mamy XXI wiek i można to mądrzej rozwiązać, chociażby przy użyciu magnesów.

 

I tu pojawia się konkurs Henkela?

Tak. Czysty przypadek sprawił, że go znalazłem. Za pięć dwunasta wysłałem prezentację i za dwa dni się okazało się, że przeszliśmy do drugiego etapu. Byliśmy z Wojtkiem w szoku. Zmontowaliśmy filmik, wszystko na wariackich papierach. Potem dwa tygodnie wyjęte z życia, żeby zgromadzić głosy. A tu jeszcze trzeba było inżyniera bronić.

A na jakim etapie tworzenia jesteście?

Na takim, że odebraliśmy nagrodę i nie mamy fizycznie nic zrobionego. Mamy tylko koncepcję i pomysł na elektronikę, ale to i tak się co chwilę zmienia. Będąc właśnie w stolicy, wpadliśmy na chyba już ostateczną koncepcję. Wydrukować to nie problem, projekt pionków mamy już gotowy – może będą trochę większe i nafaszerujemy je czujnikami i magnesami. Sam konkurs nie wymagał żadnego prototypu – nagrodą były właśnie pieniądze na realizację. Musimy go wykonać do października.

 

Przygotowując każdy projekt tego typu jest coś co się już wie i wiedzy której się nie ma na początku przedsięwzięcia. Czego się nauczyłeś w czasie pracy nad szachami?

Kontaktu z mediami! (śmiech) Ale tak na poważnie to chyba inżynierii produkcji. Tutaj trzeba pogodzić wiele aspektów: ekonomiczny, wymiarowy, elektronika, programowanie… W takie małe pudełko po szachach wchodzi ci całe AGH. Tylko górnictwa brakuje. (śmiech)

 

Po stworzeniu pierwszych pudełek z gotowym kompletem szachów – komu je przekażesz?

Ośrodek dla osób niewidomych i niepełnosprawnych na Tynieckiej i Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych w Opolu. W tym pierwszym ośrodku mają kółko szachowe i tam w bezpośrednim kontakcie z tymi ludźmi dowiedziałem się czego im najbardziej potrzeba i brakuje w tych szachach.

 

Internet, a zwłaszcza media społecznościowe na Facebooku to sposób na dotarcie do dużej ilości osób. Zrobiłeś stronę na Facebooku, żeby docierać do osób w czasie zbierania głosów. Jakie jest zainteresowanie?

Jest bardzo dużo wiadomości i ciekawe jest to, że piszą osoby z Gdańska, Szczecina i to niekoniecznie niepełnosprawne. Mnóstwo stron podawało informacje dalej, że działamy nad tym projektem, w tym politycy. Na następny dzień jak założyliśmy wieczorem fanpage na Facebooku i dzwoni do mnie Rzecznik Prasowy AGH i mówiła, żeby się na to przygotować, bo to jest projekt prospołeczny i prozdrowotny, a takie cieszą się zawsze dużą popularnością, często nawet większą niż inne rzeczy mające miejsce w Akademii.

 

Przyznam, że nie jestem zaskoczony. Był taki okres, że te szachy wyskakiwały nawet z lodówki…

Informacje może docierały daleko, wydaje mi się, że w całej Polsce, ale nie przekładało się to na głosy… Najbardziej na głosy przekładała się informacja na Miasteczku Studenckim AGH. Jak tam leciał komunikat to w godzinę zyskiwaliśmy 1000 – 1500 głosów. To tylko zasługa studentów – i o tym jestem przekonany bardzo dobrze – że się udało wygrać, bo po prostu to było widać w statystykach. AGH jest społecznością, któralubi się integrować, i to jest fajne. Myślę, że to była nasza przewaga nad pozostałymi uczelniami. Po wywiadach czy artykułach w normalnych gazetach codziennych ten odzew był zerowy.

 

Powiedz mi coś jeszcze czego nie powiedziałeś w żadnym innym wywiadzie odnośnie szachów.

Taka jedna sytuacja, że po wywiadzie w Radiu Zet moja mama zadzwoniła do mnie i była bardzo zaskoczona, że jej syn jest w radiu i że sama mnie usłyszała jak była w pracy 200 km od Krakowa. To było całkiem zabawne.

 

Czy po tym jak wygraliście konkurs otrzymałeś jakieś oferty pracy?

Nie, nie było czegoś takiego. Myślę, że to nie zainteresowało w komercyjny sposób nikogo. Może to być solidny punkt w CV, ale nie na tyle żeby pracodawcy nagle zaczęli o mnie walczyć. Media mnie właśnie dużo pytają o ten biznesowy wydźwięk – czy my jesteśmy startupem? Na kiedy to będzie i za ile? Szukają pieniądza, a w tej chwili kompletnie mnie to nie interesuje. To jest śmieszne, że dzisiejszy świat tak wygląda. Ludzie są przyzwyczajeni, że jak ktoś ma wizję i pomysł to natychmiast musi to spieniężyć. Ale wiadomo też, że jeżeli za kilka lat udałoby się zarobić coś na tych szachach to nie czemu by nie? Niczego nie chcę wykluczyć.

 

Ale jesteś zdziwiony, że ludzie szukają pieniądza? Pomysł jest nowatorski.

Jest nowatorski, a świat brutalny – każdy chce coś uszczknąć dla siebie. Nie chcą nam pomóc, bo myślą, że my tu robimy wielki biznes i ukrywamy górę pieniędzy. A obecnie nie myślę w takich kategoriach – po prostu chcę pomóc.

 

To jest nisza.

W jednym z wywiadów zwróciłem na to uwagę: robi się wiele rzeczy, które są niepotrzebne ludziom zdrowym. Wymyśla się Tindery, Snapchaty – pierdoły, które są zupełnie zbędne, a na które płaci się kupę szmalu. Sztucznie pompuje się rynek. Też miałem taki okres że chciałem zrobić startup z inteligentnym domem i z jego pomocą zwojować świat. Ale pomyśl sobie – gasisz światło z telefonu, bo ci się nie chce wstać z kanapy i jesteś zbyt leniwy żeby przejść te parę kroków, a z drugiej strony masz inwalidę na wózku, który nie ma nawet takiej możliwości. I my wymyślamy takie rzeczy dla osób które mogą to zrobić, tylko po to żeby było im łatwiej, a często nie dostrzegamy tych którzy sami nie mają nic żeby normalnie funkcjonować.

 

Dzięki za rozmowę i trzymamy kciuki za dalszy rozwój.

 

LINK: www.facebook.com/szachyagh/

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.