Star Wars: Kto jest ojcem Rey? – 5 szalonych teorii, które trzeba obalić!

Przebudzenie Mocy zrodziło w głowach fanów całą masę teorii spiskowych, mniej lub bardziej sensownych, na temat prawdziwej tożsamości Rey.

Pytanie tylko – czy fani nie zabrnęli zbyt daleko, mędrkując ciągle nad uniwersum, w którym roi się od niewytłumaczalnych zjawisk kosmiczno-filozoficznych?

MATEUSZ WESOŁOWSKI

 

Internauci każdego dnia pytają na forach tematycznie związanych z filmem – kim są rodzice Rey i dlaczego pozostawili ją samą na planecie Jakku, oraz jakim cudem ma aż tak dobry kontakt z Mocą? Laicy radzą, by spokojnie zaczekać do kinowej premiery VIII epizodu, którego tytuł brzmi The Last Jedi. W nim zapewne wszystkie niejasności zostaną szczegółowo omówione. Problem w tym, że fandom nigdy nie siedzi cicho, zwłaszcza w przypadku uniwersum Gwiezdnych Wojen.

Co ciekawe, gdy w grę wchodzi wątek rodzicielski, zawsze tatuś stanowi główny punkt zainteresowania. Zupełnie inaczej, niż w przypadku matki, której zwykle powierza się mało znaczącą dla fabuły rolę. Nie dziwne więc, że wszystkie teorie, jakie powstały w ciągu tego roku, dotyczyły głównie prawdziwej tożsamości ojca Rey. Szkoda tylko, że większość z nich nie ma żadnego sensu…

 

I – Midichloriany nie miały nic wspólnego z narodzinami Rey! Nie doszło do niepokalanego poczęcia, tak jak w przypadku Anakina Skywalkera – Dartha Vadera.

Dziwne, że ktokolwiek bierze to jeszcze pod uwagę. W końcu koncept midichlorianów – mikroskopijnych form życia odpowiedzialnych za kontakt z Mocą, wywodzi się z prequelii, o których prawie nikt nie chce dzisiaj w ogóle wspominać. Mało prawdopodobne, by ktokolwiek z nowych twórców pokusił się o wykorzystanie elementów z nieudanej serii filmów. A może jednak…

 

II – Rey nie jest reinkarnacją Dartha Vadera!

Nie jest trudno przewidzieć, co wymyślą twórcy. Dotychczas stosowali sprawdzone rozwiązania fabularne, tak aby skutecznie zaspokoić potrzeby widowni. Pomysł wydaje się być interesujący, i rzeczywiście, mógłby stanowić ciekawe urozmaicenie dla nowej serii filmów. Szkoda, że raczej nie dojdzie do jego realizacji. Nikt nie chciałby przecież zdezorientować grupy docelowej – młodych fanów, którzy mogliby poczuć się nieco zagubieni, wkraczając w przedziwny świat rycerzy Jedi i lordów Sithów.

 

III – Rey córką Imperatora?!

Brzmi ciekawie. Problem w tym, że jest to raczej niemożliwe do zrealizowania. Aby teoria okazała się prawdą, Rey musiałaby wyglądać na odrobinę starszą. A tymczasem, w Force Awakens sprawiała wrażenie, jakby urodziła się dopiero po obaleniu rządów Imperatora. Co nie wyklucza całkowicie możliwości istnienia pokrewieństwa pomiędzy obiema postaciami.

 

IV – Czyżby Snoke coś ukrywał?

Zapewne skrywa przed światem niejedną tajemnicę. Jako mroczny lord  potrafi… Siedzieć na tronie całymi dniami, obmyślać złowieszczy plan przejęcia władzy w całej galaktyce. Jakim cudem miałby znaleźć czas na dzieci, skoro tak ciężko pracuje, niszcząc kolejne planety za pomocą Starkillera? A tak na poważnie, na razie brak solidnych poszlak, które wskazywałyby na możliwe pokrewieństwo z Rey.

 

V – Rey nie jest wcale córką Luke’a?

Wszyscy z góry zakładają, że to właśnie Luke jest ojcem! Skąd ta pewność?! Owszem, występują pewne podobieństwa, ale to jeszcze nie powód, by obwieszczać całemu światu – to na pewno dziecko Luke’a! Co ma teraz biedny zrobić? Zapłacić za zaległe alimenty? Oby twórcy potrafili czymś nowym zaskoczyć. W przeciwnym razie Star Warsy staną się do bólu przewidywalne.  Kto wie, może tożsamość ojca będzie ciekawa i zaskakująca, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Dartha Vadera za czasów starej trylogii?

 

Pozostaje czekać na dalszy rozwój wypadków. W chwili obecnej nie da się jednoznacznie określić tożsamości rodziców Rey. Byłoby zabawnie, gdyby wyszło na jaw, że tak naprawdę nie jest to nikt ważny z kanonu gwiezdnowojennej sagi, a wręcz zwykli rolnicy kosmiczni, którym zwyczajnie nie zależało na wychowywaniu dzieci, szczególnie obdarzonych pradawną Mocą Jedi.

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.