Pod Rozbrykanym Kócem

„Jeden by wszystkimi rządzić, Jeden by wszystkich zjednoczyć.” Ten fragment Władcy Pierścieni znają chyba wszyscy fani Tolkiena. Ale nie wszyscy wiedzą, że jest z Krakowie miejsce, które pozwala przenieść się do Śródziemia.

MARTA NOWAK

 

Centrum Krakowa. Ciemne uliczki Kazimierza. Nasze ciche kroki gubią się w miejskim rytmie jadących samochodów i dudniących tramwajów. W nieoświetlonej uliczce zauważalne są przebłyski grudniowej pełni, której blask przebija się przez ciemne chmury przesłaniające, jeszcze nie całkiem czarne niebo. Jej światło wskazuje nam drogę pośród strug wody płynących uliczkami.

 

Skręcamy w lewo, w ulicę Brzozową. Naszym zmęczonym długą wyprawą oczom ukazuje się drewniany, oświetlony zaledwie jedną małą świetlówką, szyld. Zbyt długą drogę przebyliśmy (wszystko, co znajduje się za Lewiatanem na Miasteczku Studenckim, jest daleko), aby się teraz wycofać, więc pociągam za klamkę i wchodzimy do środka. Już od wejścia czuć przyjemny zapach pieczonych pszennych placków. Naszym oczom ukazuje się mały korytarzyk poprzedzający schody w dół – jak na Kraków przystało: nie ma knajpy bez piwnicy. Korytarzyk jest niewielki niczym kącik dla wartownika, którego zapomniano tam postawić. Zamiast niego na ścianie naprzeciw wejścia namalowano ogromną mapę Śródziemia, dokładnie taką jak w książce.

 

Nadal nie jesteście przekonani? Ja też miałam mieszane uczucia, ale zapach jedzenia wywarł na mnie zdecydowanie zachęcające wrażenie. Zatem zapraszam dalej. Schodzimy po schodach. Prowadzą one wzdłuż namalowanych na ścianie napisów w nieznanym języku. Arabski? Klingoński? Nie, to nie ten film – elficki! Docieramy do sali głównej. Wnętrze jest raczej surowe. Nie wygląda, co prawda, jak gospoda z kinowej wersji powieści, ale białe ściany, łukowy, ceglany strop i drewniane stoły oświetlone pojedynczymi kagankami, dodają wnętrzu klimatu starodawnej karczmy. Jedyną wyróżniającą się dekoracją, ale nadal oddającą charakter Władcy Pierścieni, są namalowane w kącie wrota Morii. Całości dopełnia filmowa muzyka i sprawia, że miejsce jest swego rodzaju enklawą, idealną na odpoczynek po ciężkim dniu czy też wyjście ze znajomymi.

 

Pięknie opakowane menu grzeszy różnorodnością, ale zdecydowaną przewagę mają napoje niż przekąski. Jadłospis dzieli się na kuchnię elficką, krasnoludzką, hobbicką i ludzi. Z całą pewnością mogę polecić świeżo wypiekane paluchy – specjał kuchni krasnoludzkiej. Niestety, smak i wielkość porcji nijak ma się do ceny co jest zdecydowanym minusem, ale lokal ratuje się dużym wyborem trunków, a w szczególności piw kraftowych. Warto tu przyjść chociażby po coś dobrego do picia i aby wczuć się w klimat Władcy Pierścieni. Jest to fantastyczne miejsce, jeśli chcesz oczarować swoich znajomych. Tym bardziej, że  droga z miasteczka jest zdecydowanie krótsza niż z Shire do Mordoru.☺

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.