Czy można przeklinać elegancko i z klasą?

Dlaczego przeklinamy? Czy da się tego oduczyć w świecie, w którym wulgaryzmy są powszechne? Kto nie słyszał na przykład o Abstrach…jach albo Ch…owej Pani Domu? Nie mam zamiaru wymienionym twórcom czegoś wypominać, wszak ich twórczość bawi nas do łez.

ANNA PRZYBYLSKA

 

Chodzi mi o to, że wulgaryzmy stały się czymś zwyczajnym i już coraz rzadziej nam przeszkadzają.

 

Dlaczego czujemy potrzebę, aby „rzucić mięsem”?

To pytania zadawło sobie wielu naukowców. Doktor Richard Stephens z Keele University przeprowadził eksperyment, w którym poprosił studentów o trzymanie dłoni w lodowatej wodzie. Podczas jednej próby mogli przeklinać, podczas drugiej wulgaryzmy były zabronione. Okazało się, że kiedy mogli używać niecenzuralnych słów, byli w stanie wytrzymać z ręką pod wodą średnio o 40 sekund dłużej. Eksperyment wskazuje na to, że wulgaryzmy są sposobem na radzenie sobie z bólem.

Dorastamy i uczymy się, że takie słowa pomagają nam poczuć się silniejszymi i dzięki nim radzimy sobie w ciężkich momentach naszego życia – powiedział dr Richard Stephens w prezentacji dla Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Możemy więc przyjąć, że w sytuacjach dla nas trudnych przekleństwa przynoszą ulgę. Czy są one jednak niezbędne na co dzień?

Myślę, że wielu z was przyzna mi rację, że zbyt częste przeklinanie jest po prostu nieeleganckie. Kiedy coś wejdzie nam w nawyk, nie tak łatwo jest się jednak tego oduczyć. Nie liczmy więc na to, że z dnia na dzień zaczniemy używać tylko pięknej polszczyzny.

 

Jak wygrać ze złym nawykiem?

Samo uświadomienie sobie problemu może sprawić, że zaczniemy się zastanawiać nad tym, co mówimy. Można także postawić sobie w domu, czy też w pracy, specjalny słoik, gdzie po każdym niepotrzebnym przekleństwie wyląduje „karna złotówka”. Innym sposobem jest znalezienie sobie zamienników. Istnieją wyrażenia, które nie rażą uszu tak bardzo, na przykład „kurczę pieczone” (które mi osobiście kojarzy się bardziej z zupą w proszku, niż z czymś niegrzecznym). Tutaj wszystko zależy od kreatywności.

Jedno jest pewne – warto próbować. Przeklinanie może się bowiem bardzo nie opłacać. W Polsce za używanie niecenzuralnych słów w miejscu publicznym możemy dostać pouczenie, mandat, a jeśli go nie przyjmiemy – nawet grzywnę w wysokości 1500 zł. Za granicą o tym, że nie warto przeklinać, przekonał się Australijski tenisista – Nick Kyrgios, który został ukarany grzywną w wysokości 1500 dolarów za wykrzykiwanie wulgaryzmów podczas turnieju ATP Masters 1000 w Szanghaju.

 

Wracając do pytania tytułowego: czy da się przeklinać elegancko i z klasą?

Myślę, że można się elegancko zachować. To znaczy dostosować swoje słownictwo do miejsca i do sytuacji. Nie skazywać na słuchanie przekleństw innych pasażerów w autobusie, nie uczyć tego dzieci. Nawet jeśli przekleństwa rozładowują napięcie, nie oznacza to, że musimy nauczyć młodsze pokolenie całej palety wulgaryzmów.

W celu znalezienia bardziej eleganckich zamienników na znane przekleństwa, polecam zagłębić się w skarbnicę wiedzy, czyli internet. Załącz Facebooka, zajrzyj na przykład na profil „Ilustrowany podręcznik dla młodzieży dobrze wychowanej” i czerp z niego inspiracje!

Podziel się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.