Na co idą pieniądze z warunków?

Centrum Energetyki, Wydział Inżynierii Materiałowej i Ceramiki, superkomputer Prometheus, studio „Kotłownia” – wiemy już, że to nie „za hajs z warunków”. Dzisiaj odpowiadamy na pytanie na co idą pieniądze z warunków?

Z Rzecznikiem Prasowym AGH – BARTOSZEM DEMBIŃSKIM – rozmawiał PAWEŁ KASTELIK

Każdy student AGH zapewne widział propagandowy filmik, który wymyśliła ekipa Biura Prasowego AGH, a nakręcili nasi koledzy z MINE TV w odpowiedzi na uszczypliwe komentarze pojawiające się pod facebookowymi postami o nowych inwestycjach czy renowacjach na Akademii Górniczo-Hutniczej.

Owe komentarze zazwyczaj składały się z wypowiedzi typu: „to za hajs z warunków”. Wszyscy zaczęli klikać, lajkować, udostępniać, nawet Uczelnia podeszła do sprawy na luzie, więc każdy był zadowolony. Sprawa rozchodziła się po kościach – jednak de facto nikt nigdy nie odpowiedział, na co są przeznaczane te legendarne fundusze z warunków. A jeśli już, odpowiedź pojawiała się gdzieś w sieciach TOR w formie regulaminu Uczelni, pisanym prawniczym żargonem 6-punktowym fontem w 4 kolumnach na jednej stronie.

Powiedziałem dość. To musi się skończyć. Muszę poznać prawdę. W końcu sam zapłaciłem za warunek na pierwszym roku.

Rozpocząłem pierwsze śledztwo dziennikarskie w historii BISu i całej Akademii. Zacząłem zadawać niewygodne pytania, chodziłem po budynkach administracyjnych, musiałem zmienić nazwisko i włożyć garnitur zamiast dresu, a po drodze odwrócili się ode mnie przyjaciele i rodzina.

Śledztwo rozpocząłem w Dziale Kształcenia. Nie wiedząc, co mnie czeka, dzielnie wkroczyłem do małego pokoiku w C-1, gdzie nad kawką siedziały sobie dwie panie i w spokoju zajmowały się sprawami AGH.

– Witam, na co idą pieniądze z warunków?

Ich twarze pobladły.

– Po pierwsze, to nie są „warunki” tylko „opłaty za powtarzanie przedmiotu w skutek niezadowalających wyników w nauce”. Po drugie, nie możemy udzielić panu żadnych informacji, bo to ściśle tajne, pan pogada z rzecznikiem Uczelni.

Nie zadawałem dalszych pytań, poszedłem za tropem. Ustalenie wspólnego terminu z panem Bartoszem Dembińskim zajęło trochę czasu. Zapewne sam szukał odpowiedzi na co ten hajs idzie, a potem wspólnie z Rektorem ustalali zgodność wydarzeń. W końcu nadszedł ten moment – znalazłem się w pokoju sam na sam z kimś, kto miał mi udzielić odpowiedzi na dręczące mnie (i całą brać studencką) pytania.

Dzień dobry, na co idą opłaty za powtarzanie przedmiotu w skutek niezadowalających wyników w nauce?

To zależy od wydziału, a jak pan wie jest ich na uczelni szesnaście. Nie jest tak, że te pieniądze są przelewane do jednego worka, rektor bierze ten worek i złośliwie się śmieje. Te pieniądze zostają na wydziale i nie wychodzą poza jego mury. Wydział jest jednostką autonomiczną, również pod względem finansowym – ma swoje budżety: na pensję, promocję, koła naukowe. I tak naprawdę to jest decyzja wydziału – dziekana, prodziekana, rady wydziału, co się z tymi pieniędzmi dzieje. Nie jest to również ekstra gotówka, przeznaczana na grupowe wypady pracownicze do Aqua Parku, a raczej pieniądze, które w głównej mierze wracają do studentów.

Przepytaliśmy kilka wydziałów w tej kwestii i przykładowo, Wydział Humanistyczny większość tych kwot przeznacza na działalność kół naukowych i samorządu studenckiego. Tutaj można zacząć doszukiwać się spisku: ile należy pozyskać warunków, aby zdobyć odpowiednią kwotę na wyjazd studentów? Ale takie kalkulacje nie mają miejsca. Trzeba wiedzieć, że warunki to mechanizm ostateczny, zabezpieczający.

Co Pan przez to rozumie?

Droga do usunięcia z listy studentów jest dosyć długa. Student ma prawo się pomylić. Jeden, drugi, trzeci raz. Potem robi się kłopot – tu warunki spełniają też funkcję motywacyjną. Żartobliwie porównam: impreza płatna i bezpłatna. Jak zapłacisz za bilet, to pójdziesz, bo szkoda wydanych  pieniędzy. A w przypadku bezpłatnego wejścia  już różnie bywa. Ta funkcja motywacyjna nie jest specyficzna dla AGH – tak jest na każdej uczelni w kraju. No i trzeba też pamiętać: te zajęcia musi ktoś prowadzić. Ci ludzie nie przychodzą charytatywnie. To jest ich praca, za którą otrzymują wynagrodzenie. Część tych pieniędzy trafia do wykładowców. Zazwyczaj kto inny później prowadzi grupy pościgowe, prawda?

Różnie to bywa. Zależy od wydziału, przedmiotu.

Jest takie mądre sformułowanie jednego z naszych prorektorów, że żyjemy w świecie ludzi. Różni są wykładowcy. Są świetni i tacy, którzy średnio się do tego średnio nadają. Z takimi staramy się też współpracować. Po to między innymi są karty oceny prowadzących. Jeśli otrzyma on słabe noty od studentów, to ma problem – dostaje sygnał ostrzegawczy od dziekana, że być może lepiej niż w pracy dydaktycznej sprawdzi się w naukowej. Te karty nie trafiają w próżnię – są sprawdzane i weryfikowane . Mimo to, nie zakładałbym złej woli wykładowców i niecnego planu oblania konkretnej liczby studentów – to oznaczałoby, że szkolnictwo wyższe jest patologiczne. Nawet jeżeli byłoby tak, że studentowi dzieje się krzywda z powodu prowadzącego,  są jeszcze jednostki, które rozwiązują takie spory – samorządy studenckie(to są bardzo mocne organy na naszej uczelni!).

Po co powstał ten film?

Na uczelni od lat panował  mit o warunkach i żarty z nich w Internecie. Mnie też to bawi, bo rozumiem tę konwencję – wyremontowaliśmy B-5, no wiadomo, że za warunki [śmiech].

Brutalna i banalna prawda jest taka, że te pieniądze wracają do studentów. Jeżeli pan szuka skandalu, to z sensacyjnych wiadomości jest tylko ta, że za coś trzeba opłacić „pościgowych” prowadzących. Więc czy z tych pieniędzy, czy z innych, wydział musi to pokryć.

No dobrze, to czemu ceny warunków są różne na różnych wydziałach. Przykładowo, dlaczego jeden przedmiot ma cenę 9 zł, a drugi 6 zł? Kto ustala te ceny?

To ustalenia wydziału, Dziekana, Prodziekana, Rady Wydziału. Potem jeszcze samorząd sprawdza, czy stawki nie są przypadkiem zbyt krzywdzące.  Jeżeli chodzi o przedmioty wynika to z różnorodności kierunków. Co innego WIMiR, a co innego WH. Jeżeli chodzi o kwestie laboratoryjne, to uruchomienie maszyn czy użycie odczynników chemicznych również kosztuje.

A jaki jest roczny przychód Uczelni z warunków?

Nikt tego nie liczy centralnie. Każdy wydział jest autonomiczny. My znamy tylko budżet uczelni i wynik finansowy uczelni. AGH nie musi zarabiać na studentach. Współpracujemy z przemysłem, przeprowadzamy badania, wiele się patentuje – na tym zarabia Akademia.

Czyli nie wiadomo oficjalnie, który wydział ma najwięcej warunkowiczów?

Musiałby pan zapytać 16 wydziałów – przeprowadzić ankietę, zrobić zestawienie. Nikt nie prowadzi takich danych, ale nawet wtedy to badanie nie będzie miarodajne. Jeden wydział ma tylu studentów, drugi więcej, trzeci mniej. Niektóre są na tyle liczne, że spokojnie mogłyby stanowić osobną uczelnię. Tutaj byłby potrzebny sprytny wzór.

Podziel się z innymi!